Musimy porozmawiać o Barnevernecie

norwegia

Tytuł: Dzieci Norwegii. O państwie (nad)opiekuńczym
Autor: Maciej Czarnecki
Wydawnictwo: Wydawnictwo Czarne
Liczba stron: 237
Data wydania: 5 października 2016

 

   Zanim sięgnęłam po zbiór reportaży Macieja Czarneckiego, przez myśl przebiegły mi pewne filmowe reminiscencje. W pierwszej kolejności odświeżyłam sobie co nieco problematykę duńskiego dramatu obyczajowego, w którym odtwórcą głównej roli jest nie kto inny jak fenomenalny Mads Mikkelsen. Polowanie (Jagten), bo o tym filmie mowa, dobitnie pokazuje, do jakich wstrząsających sytuacji mogą doprowadzić lekkomyślne oskarżenia małej dziewczynki, skierowane pod adresem wychowawcy z przedszkola. Ta odległa od rzeczywistości skarga odcisnęła niezbywalne piętno na życiu pedagoga, który jako potencjalny pedofil niesłusznie padł ofiarą publicznej nagonki. Całkiem podobnie rzecz ma się z niesforną córką Grochowskich w polsko-szwedzkim thrillerze Obce niebo. Po sprzeczce z matką nastolatka bez zastanowienia wzywa pomoc społeczną, uskarżając się na rzekomą przemoc w rodzinie. Wszyscy, którzy obejrzeli ten film wiedzą, że sprawy posunęły się stanowczo za daleko, gdyż w finale dochodzi do brawurowej akcji odbicia dziewczyny z rąk rodziny zastępczej, a Grochowscy cali i zdrowi powracają na łono ojczystej ziemi. Jak dowodzą przytoczone przez Czarneckiego analogiczne przykłady, fortel ten jest popularną taktyką po drugiej stronie Bałtyku. Oprócz tego nie ustaje sława Krzysztofa Rutkowskiego, detektywa zaangażowanego w porwania polskich dzieci na zlecenie zrozpaczonych, odchodzących od zmysłów rodziców, którzy nie zgadzają się z ostateczną decyzją o odebraniu dziecka, wydaną przez fylkesnemndę  (komisję wojewódzką). W myśl zasady „lepiej zapobiegać niż leczyć”, wielu spanikowanych Polaków bierze nogi zapas w momencie, gdy pracownicy socjalni biorą pod lupę ich życie rodzinne. Elementarnym błędem, popełnianym nagminnie przez rodaków, którzy zdecydowali się wyruszyć na dłużej do krainy fiordów, jest brak znajomości obowiązujących tam zasad w zakresie wychowania potomstwa. Wciąż pokutuje przekonanie, że posłuszeństwo można wyegzekwować klapsem i podniesionym głosem, a niechlubne zachowania porywczych rodziców należy zamieść pod dywan, bo lanie jeszcze nikomu nie zaszkodziło.

   Przytoczone przykłady obrazują, że dobro i prawidłowy rozwój dziecka są przedmiotem szczególnej troski w krajach skandynawskich. Wystarczy, że obrażone dziecko coś nieporadnie przebąknie o karach cielesnych albo molestowaniu, aby ten alarm postawił w stan gotowości wszystkie służby. Tak czy inaczej, Czarnecki w Dzieciach Norwegii. O państwie (nad)opiekuńczym, w rozdziale Bez zaufania pisze, że zgłoszenia ze strony dzieci zdarzają się sporadycznie; między innymi wtedy, kiedy latorośle mniej lub bardziej świadomie manipulują rodzicami w celu osiągnięcia materialnej korzyści (np. nowy IPhone w zamian za rezygnację z zamiaru powiadomienia Barnevernetu o zmyślonej przemocy w domowych pieleszach). Niespodziewane interwencje ze strony tej okrytej czarną sławą instytucji prowokują zwykle zaniepokojeni nauczyciele, psycholog szkolny, sąsiedzi.

   Barnevernet, norweski urząd ochrony dzieci, jako słowo klucz jest odmieniany przez wszystkie możliwe przypadki. Trudno oprzeć się wrażeniu, że dziennikarz pokusił się właśnie o pełnowymiarowe, napisane z niezwykłym wyczuciem humanistycznym, studium przypadku demonizowanej przez imigrantów instytucji:

To nie jest książka o Bernevernecie, którego działalność znacznie wykracza poza odbieranie dzieci. Ani o Polakach w Norwegii, bo większość nigdy nie miała do czynienia z urzędem. To opowieść o przypadkach, w których te dwa światy się stykają (s. 22).

Innym razem autor, wystosowując oficjalne pismo do rządowej dyrekcji do spraw dzieci, młodzieży i rodziny, napomknął, że nie gromadzi materiałów pod odgórnie narzuconą tezę, co więcej dokłada wszelkich starań, żeby temat ukazać z wielu perspektyw. Zaiste, nie da się ukryć, chwalebna to intencja. Dla porównania, z wielkim uczuciem czytelniczego zawodu wspominam wciąż „Angoli” Ewy Winnickiej, przedbrexitowy zbiór ponurych rozmów z polskimi imigrantami. Zebrane tam historie skutecznie mają zmienić nasze spojrzenie na kulturowe konteksty komunikacyjne i, co ciekawe, jakby po trosze zniechęcić nas do ewentualnej emigracji na Wyspy Brytyjskie. Czarnecki w przeciwieństwie do Winnickiej, starannie i umiejętnie dobiera sobie informatorów z wielu środowisk (od przedstawicieli rozbitych rodzin, przez pracowników Barnevernetu, do profesor Niny Witoszek), zachowując tym samym wzorcowy obiektywizm w komentowaniu różnorodnych sytuacji. Reporter nie straszy rodaków Norwegią.  Piszącemu nie sposób odmówić nie tylko znajomości reporterskiego rzemiosła, ale i wrażliwości, subtelności, dyskrecji w opisywaniu ludzkich krzywd i niedoli – tych cech, którymi odznacza się dobre dziennikarstwo – chociażby spod znaku reportaży Małgorzaty Szejnert.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s