Życie to nie jest bajka

knausgard_jesien_mTytuł: Jesień 

Tytuł oryginału: Om høsten

Autor: Karl Ove Knausgård

Przekład: Milena Skoczko

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Liczba stron: 240

   Wyobrażam sobie park skąpany w bursztynowej poświacie słońca. Dziewczynka, żywe srebro, wyrywa się z rąk taty i biegnie ku dywanom utkanym z opadających liści. Półnagie drzewa podtrzymują gałęziami firmament nieba. Ojciec, pogrążony w zadumie, przysiada na ławce. Z uśmiechem przygląda się uradowanej córeczce, która kręci się wokół własnej osi, wypuszczając liście z obu piąstek. Gołym okiem widać, że różnią się one między sobą nie tylko kolorami, ale i kształtami. Ta różnorodność rozbudza naturalną ciekawość dziecka. „Chodź, wybierzemy razem najładniejsze liście i zrobimy z nich wyklejankę” – mówi spokojnym głosem Karl Ove do Anny. Dziewczynce buzia się nie zamyka, zadaje tacie mnóstwo pytań. Knausgård wydaje się wyrozumiałym i cierpliwym ojcem, bo ze stoickim spokojem odpowiada na wszystkie pytania najmłodszej córeczki. Nie byłoby to możliwe bez wcześniejszych doświadczeń rodzicielskich i przygotowania zbioru najczęściej zadawanych przez dzieci pytań w formie hasłowej. Poszczególne hasła są opracowane taki sposób, że początkowo mogą kojarzyć się czytającemu z notkami encyklopedycznymi. Niemniej jednak aplikowana w każdym rozdziale ogólna wiedza o wyimku świata rodem z serialu animowanego Było sobie życie jest tylko wprowadzeniem do autobiograficznych wynurzeń mieszkającego w Szwecji norweskiego pisarza.

   Rozrzut kategorii tematycznych jest szeroki. Płyny fizjologiczne, anatomia człowieka, przyroda ożywiona i nieożywiona, kultura i sztuka, odkrycia i wynalazki, pojęcia abstrakcyjne. Wszystko to jest wyartykułowane za pomocą małych form prozatorskich: szkiców nowelistycznych i obrazków. Pamiętam, że Olga Tokarczuk na warsztatach creative writing proponowała studentom podobnego typu wprawki literackie, a mianowicie trzeba było snuć własną opowieść wokół wskazanego przez prowadzącą przedmiotu (kamień, nagrobek, ławka). To zadanie nie należało do łatwych. Można więc zaryzykować stwierdzenie, że tylko wielcy epicy radzą sobie z miniaturami prozatorskimi.  Nie bez kozery nader często powtarza się sentencję Platona o zdziwieniu całym światem jako cesze wspólnej filozofom i dzieciom. Knausgård jest niewątpliwie filozofującym pisarzem, a poczwórne doświadczenie ojcostwa pomaga mu w percypowaniu świata oczyma dziecka, które chłonie wiedzę jak gąbka. Autor Mojej walki czynnie uczestniczy w procesie wychowawczym swych pociech, nie wymiguje się od obowiązków domowych, skoro proza życia może okazać się niewyczerpalnym źródłem inspiracji. Dzięki fotograficznej pamięci udaje mu się w słowach unieruchomić zapamiętane obrazy i  wywołane przezeń emocje, dlatego tak wiele fragmentów Jesieni aż tchnie malarskością. Pisarz stawia samego siebie w pozycji nauczyciela, przewodnika objaśniającego świat od podszewki. Czytelnikowi może się udzielić złudzenie, że świat jest uporządkowany i w stu procentach poznawalny. O ile zagadnienia związane z naukami przyrodniczymi mogą być klarownie wyłożone i wzbogacone o refleksję humanistyczną, o tyle autor napotyka trudności w wyjaśnianiu, czym jest wojna, a czym jest samotność.

  Wszędzie dopatruję się spójności, toteż pogrupowane hasłowo i według nazw miesięcy rozważania traktuję jako część składową Listów do nienarodzonej córki. W pierwszej kolejności moją uwagę zwraca kulturowo odmienny wzorzec późnego ojcostwa. Czas oczekiwania na przyjście na świat czwartego dziecka wypełniają wzruszenia i pieczołowite kolekcjonowanie dziecięcych ubranek i zabawek. W polskim rozumieniu nadmierna ckliwość nie licuje z  męską powściągliwością w wyrażaniu emocji.  Po drugie zastanawiałam się, jak to w ogóle możliwe, że istnieje tak wyraźna przepaść między kreacją cukierkowego tacierzyństwa w Jesieni  a zapisem ojcowskiej frustracji w drugim tomie Mojej Walki? Jeśli oba teksty wyrosły na podłożu autobiograficznym, to w takim razie  które z opisanych doświadczeń jest najbliższe prawdy? Pozostaje mi domyślać się, że każdy rodzic nie tylko umie z czułostkowatością rozprawiać o swojej pociesze, ale i odczuwa wściekłość, kiedy nie wyrabia się z rodzicielskimi obowiązkami.

   Jesień zupełnie nie przemawia do mojej wrażliwości literackiej. Trudno utożsamić mi się z dziecięcym lub dorastającym odbiorcą, do którego to dziełko jest adresowane. Mimo to ucieszyłabym się ogromnie, gdyby tę książeczkę przeczytał jakiś przyszły rodzic, ponieważ dzięki tej lekturze lepiej pojąłby sens zadań wychowawczych i istotę bezwarunkowej miłości do własnego dziecka.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s