Nie dajmy się zahyggować

IMG_20161219_155801.jpg
źródło: Instagram (echozpolnocy)

Prawie każdy skrycie tęskni za nastrojowymi chwilami w towarzystwie ukochanej osoby. Za oknem rozpętała się wichura, a wy siedzicie objęci w milczeniu, sączycie glögg (grzane wino), wsłuchując się w dźwięk polan trzaskających w kominku. Tak niewiele potrzeba do szczęścia, wystarczy bliskość drugiego człowieka. Nie tylko osławieni amerykańscy naukowcy odkryli, że harmonijny związek to jeden z wielu aspektów składających się na poczucie egzystencjalnej pełni. Trudno też wyobrazić sobie szczęśliwie życie bez grona zaufanych i oddanych przyjaciół, dlatego najczęściej witasz ich u progu słowami: czujcie się jak u siebie w domu. Nie trwonisz czasu na przygotowywanie dla nich wystawnej kolacji, bo nikt nie oczekuje od ciebie, że zabłyśniesz talentem kulinarnym niczym zwycięzca ostatniego odcinka „Ugotowanych”. Racuchy usmażone na smalcu albo lemoniada z kwiatów czarnego bzu podbiją zapewne kubki smakowe twoich niewybrednych gości. A co jeśli masz ochotę pobyć z dala od bliskich, delektując się aromatyczną herbatą w przytulnym kącie? Nikomu nie przyjdzie do głowy, żeby nazwać cię odludkiem. I po co sobie strzępić język, kiedy można to spektrum aktywności towarzyskich zastąpić jednym pojemnym słowem? Hygge i już! Co ciekawe, w jego zasięg znaczeniowy wchodzi również celebrowanie wolnego czasu w odosobnieniu. To świadome kreowanie atmosfery intymności, przytulności, swojskości. Hygge to nie tylko magiczny czas dzielony z bliskimi ludźmi w domowym zaciszu, na łonie przyrody, ale też kontemplowanie sztuki i przyjemność płynąca z uprawiania rękodzieła, rozwijania hobby. W tym sensie idea hygge wykazuje powinowactwo ze slow life, mindfulness i DIY, dlatego że jest afirmacją niespiesznosci w w codziennym życiu, treningu uważności i radości z tworzenia przedmiotów własnymi rękami. Hygge jest zatem wypadkową wielu czynników składających się na odczuwanie radości życia w określonych warunkach socjokulturowych. Na tę kwestię zwraca uwagę Marie Tourell Søderberg, pisząc o budowaniu wspólnotowego szczęścia w zawężonej terytorialnie przestrzeni po utracie terenów obecnych Niemiec, Norwegii i Szwecji w XIX wieku. Meik Wiking, dyrektor Instytutu Badań nad Szczęściem w Kopenhadze, w krystalizowaniu się hygge kładzie akcent na nieprzyjazne człowiekowi warunki klimatyczne, które to od wieków skłaniają Duńczyków w okresie jesienno-zimowym do zamknięcia się w czterech ścianach i rozkoszowania się ciepłem ogniska domowego wzorem biesiadujących… wikingów.

 W języku duńskim wyraz hygge jest niesamowicie ekspansywny słowotwórczo jako rdzeń rozbudowanej rodziny wyrazów, w ten sposób zyskujemy takie połączenia leksykalne jak hyggeaften (hygge-wieczór), filmhygge (hyggowanie przy oglądaniu filmu), hyggefiskeri (hygge-łowienie), hyggekrog (hygge-zakątek) czy hyggemad (hygge-jedzenie). Na użytek polskich przekładów traktujących o hygge wyodrębnia się również rzeczownik odczasownikowy hyggowanie i nieprzetłumaczalny przymiotnik – hyggelig. Hygge – podobnie zresztą jak fińskie sisu tudzież szwedzkie lagom –  jest pozbawione ekwiwalentów słownych w innych językach. Z jednej strony wyraz ten ma decydować o odmienności Duńczyków od innych nacji, o specyfice ducha tego narodu, a z drugiej zaś autorzy książek o hygge usilnie przekonują czytelników, że obcokrajowcy również mogą doświadczać tego zjawiska w całej jego rozciągłości. W tym celu podsuwają odbiorcy pod nos niezliczone inspiracje – od przepisów kulinarnych, przez gotowe pomysły na dekoracje, prezenty i meble, do praktycznych porad urządzania wnętrz.  Słowa  gubią się więc w gąszczu sielankowych kadrów rodem z reklam promujących a to rodzinne wakacje, a to bożonarodzeniową aurę w przestronnych pomieszczeniach. Z dwojga złego o wiele lepiej wypada Hygge. Klucz do szczęścia Wikinga. Nie ulega wątpliwości, że jest to zdecydowanie sprawniej napisany quasi-przewodnik po kulturze duńskiej, o bardziej przemyślanym układzie treściowym poszczególnych rozdziałów. Jego atutami w porównaniu do Hygge. Duńskiej sztuki szczęścia są skąpe nawiązania do historii duńskiego dizajnu czy odwołania do teorii lingwistycznej Sapira-Whorfa. Mimo że Wiking nie dysponuje rozległym zapleczem erudycyjnym, potrafi wyłożyć kawę na ławę. Nie można tego niestety powiedzieć o Søderberg, która obficie stosuje cytację innych źródeł i przez to w jej narrację wdziera się chaos – styl traci na jednorodności. Trzeba jednak przyznać, że duńska aktorka nie poprzestaje na wynoszeniu hygge pod niebiosa, skoro trzeźwym okiem dostrzega, jakie popularne obecnie trendy mogą stanowić zagrożenie dla hygge: kult ciała i zdrowy styl życia, obecność mediów cyfrowych i społecznościowych.

   Niewiele wyniosłam z tych powierzchownie napisanych „książek obrazkowych” o mydle i powidle. Wbrew natrętnym sugestiom nie przemycę hygge do swojego słownika, pozostanie ono dla mnie jedynie ciekawostką kulturoznawczą z kraju, który najwyraźniej nie chce być już dłużej kojarzony z Lego i Hansem Christianem Andersenem. Zostawmy hygge Duńczykom, nie małpujmy. Spędzajmy lepiej beztrosko czas ze znajomymi przy śledziku, wódeczce i sałatce jarzynowej, traktując dom jako swoją ostoję.

Reklamy

25 myśli na temat “Nie dajmy się zahyggować

  1. Słyszałam o tym słowie już parę razy, ale nie mogłam się zebrać, żeby zgłębić jego znaczenie, bo brzmiało dla mnie dość nienaturalnie. Fajnie wiedzieć, że coś takiego istnieje w innej kulturze, że ma swoją nazwę i określenie, jednak bardzo Ci dziękuję za zakończenie tekstu, bo zgadzam się z nim w stu procentach. 🙂 Nie potrzebujemy hygge, żeby miło spędzać czas. 🙂

    Polubienie

    1. Pierwszy raz zetknęłam się z tym słowem w trójkowej audycji „Instrukcja obsługi człowieka”. Hygge zostało przyjęte przez Grażynę Dobroń z ogromnym entuzjazmem, niedługo później do grona entuzjastów dołączyli blogerzy wszelkiej maści. Brakowało mi w tym wszystkim bardziej krytycznego i wyważonego sądu. Cieszę się, że zgadzasz się z moją konkluzją, bo nie przyszło mi nawet do głowy, żeby potępiać hygge, sceptycznie nastawiam się natomiast do bezmyślnego zapożyczania czy kopiowania wyrazów obcych. 🙂

      Polubienie

  2. Generalnie moda na Hygge jest od pewnego czasu naprawdę spora. Sądzę, że pod wieloma polskimi choinkami znalazły się książki na jego temat. Ale masz rację, że za siłą Hygge stoi wiele czynników, które składają się na jego medialny sukces. Jest takim kompendium szczęścia, formą pigułki, która zawiera wszystko (w teorii), co potrzeba i nie zmusza do większych poszukiwań.

    Polubienie

    1. Za tym duńskim szczęściem stoją przede wszystkim czynniki natury ekonomicznej i mentalnościowy spadek Jantelagen. Jeśli nie ma gradacji w wynagrodzeniach, nie ma nadgodzin, to można sobie sensownie i bezstresowo zagospodarować czas wolny. 🙂

      Polubienie

  3. Dzień dobry,
    A może zainteresuje Cie książka „Duński przepis na szczęście, Najskuteczniejsza filozofia wychowania.” To nie koljna pozycja o mydle i powidle 🙂

    Polubienie

  4. no i rozwiałaś moje wątpliwości….. tyle osób chwaliło się nimi że pomyślałam żeby zakupić…. jak będę w Emiku to przejrzę jeszcze dokładnie żeby się upewnić czy warto czy nie warto 😉

    Polubione przez 1 osoba

    1. Nic nie zastąpi osobiście podjętej decyzji konsumenckiej, więc jeśli tylko będziesz miała okazję zajrzeć do księgarni, to przekartkuj sobie obie książki. 🙂

      Polubienie

  5. Dobrze, że napisałaś swoje wrażenia odnośnie książek. Co do samego pojęcia hygge, to mam wrażenie, że zupełnie inaczej go rozumiemy. Nie musisz siedzieć przy kominku i pić grzańca, by być hygge. W ogóle, nie musisz być hygge. Nie musisz robić niczego, co nie sprawia Ci przyjemności. Nazewnictwo jest tu drugorzędne, chodzi o to, by dobrze się czuć ze sobą, robić to co się lubi, w otoczeniu, które uprzyjemnia czekanie na wiosenne słońce.

    Polubienie

      1. Mam książkę Wikinga i nie zauważyłam, żeby on na siłę wbijał do głowy to pojęcie. Powtarza go często, bo jest ważne dla Duńczyków. A autor pisze właśnie o obsesji Duńczyków na punkcie hygge.

        Polubienie

      2. Nie mam zarzutów do części stricte opisowych. Natomiast wynotowałam sobie kilka perswazyjnych fraz z części poradnikowej: „Oto kilka przepisów, które na pewno dadzą Wam dużo hygge” (s. 86), „dziesięć rzeczy, które sprawią, że twój dom będzie bardziej hygellig” (s. 118), „(…) możemy przygotować specjalny zestaw ratunkowy, który zapewni nam hygge” (s. 134).

        Polubienie

  6. i uczynić z niego użytek we własnym języku. Z racji tego, że rodzime wyrazy opatrzone prefiksem hygge wyglądają koszmarnie, nie zgodziłam się z podsuniętą mi pod nos sugestią. Wolę nadal używać technicznej nomenklatury na określanie potrzeby zdystansowania się do szarej rzeczywistości i dzielenia czasu z bliskimi, dlatego też piszę o zresetowaniu się lub ładowaniu akumulatorów, ostatecznie – o byciu offline. Każdy z nas ma swoje sposoby na uprzyjemnianie sobie życia i dobrze byłoby opowiadać o nich innym po polsku. 🙂

    Polubienie

  7. Jak wiadomo hygge jest nieprzetłumaczalne, wszystko rozbija się o adaptację tego wyrazu w innych językach. Kto chce i ma ochotę, ten może do woli hyggować, wolnoć Tomku w swoim domku. 🙂 Czas pokaże, czy hyggowanie okaże się inwazyjne w polszczyźnie. 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  8. Dla samej zasady mam zawsze opór przed przyjmowaniem tego typu „nowinek”, bo my mamy inną kulturę. Zawiści, zazdrości, zarobienia po pachy. Nie powiem, że nie lubię usiąść w kącie z książką i ciepłą herbatą, ale katalogowanie tego już mnie nie bawi. Trąci wręcz ustawką. Obstawiam, że ten rok 2017 minie nam pod hastagiem hygge z usilnie dorabianą filozofią 😉

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dziękuję za słowa poparcia! 🙂 Fajnie, że Duńczycy utworzyli jedno słowo obejmujące znaczeniowo wszystkie możliwe uroki czasu wolnego, ale my nie musimy wcale tego od nich kopiować w zakresie językowym! 🙂

      Polubienie

  9. Co za wyczucie. Dosłownie kilka dni temu, na kawie z koleżanką, rozmawiałyśmy o ostatnich perełkach książkowych, i mi polecała, właśnie te pozycje. Zrobiłam sobie nawet skina, bo nie mogłam zapamiętać tytułu… Poznawanie innych kultur jest zawsze ciekawe i wciągające, ale czy warto mieć taką akurat książkę na półce? Tylko z czystej ciekawości kupioną?

    Polubione przez 1 osoba

  10. Taaak… Ostatnio gdzie na zajrzę (Facebook, Instagram, portale książkowe) zewsząd atakują mnie fotki tejże książki 😉 Zastanawiałam się co to za fenomen, że wszyscy czytają. Dobrze, że natknęłam się na Twoją recenzję, bo to zdecydowanie nie dla mnie. Jedynym co mogłoby mnie w tej książce zainteresować to aspekt lingwistyczny. Wiem, że nie jest to klasyczny „poradnik”, ale ma coś z niego, a takich lektur unikam z zasady 😉

    Polubienie

  11. Powiedziałabym, że to przykład klasycznego przerost formy nad treścią. Książki są adresowane do szerokiego grona odbiorców bez większych ambicji i oczekiwań. Ładnie niby się prezentują obie, ale z ładnej misek się nie najesz, jeśli są puste. 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s