Medytacje o ojcostwie

Tytuł: Zima

Tytuł oryginału: Om vinteren

Autor: Karl Ove Knausgårdknausgard_zima_m

Przekład: Milena Skoczko

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Liczba stron: 246

    Sześć lat temu przeczytałam w lokalnej prasie wywiad z Tomaszem Różyckim. Każdy, kto kiedykolwiek parał się dziennikarstwem, doskonale wie, że nic tak skutecznie nie przyciągnie uwagi potencjalnego czytelnika jak chwytliwy tytuł. To właśnie nagłówkowi zawdzięczam wspomnienie kartkowania egzemplarza „Nowej Trybuny Opolskiej” – porzuconego w nieładzie przez kogoś innego na kawiarnianym stoliku. Tytuł wzięto z wypowiedzi samego poety; Różycki, zapytany o to, jak postrzegają go dorastający synowie, odpowiedział z rozbrajającą szczerością, że młodszy syn powiedział kiedyś w przedszkolu, że tata jest poetą, ale za to mama jest normalna. To dziecięce wyznanie, nawiasem mówiąc, bardzo mnie ujęło i rozśmieszyło. Widocznie bycie dzieckiem znanego pisarza polega nie tylko na ogrzewaniu się w blasku sławy rodzica, ale i zakłada nieświadome wartościowanie wolnego zawodu w zestawieniu z rolą głowy rodziny. W późniejszym wieku duma z osiągnięć ojca paradoksalnie wiązać może się ze wstydem, ponieważ w sztuce twórca przemyca cząstkę swoich przeżyć, a wtedy życie jego rodziny staje się transparentne. Nieprzypadkowo dzielę się z Wami owym wspomnieniem przy okazji omawiania drugiego tomu z nowej serii książek Karla Ovego Knausgårda. Nie dowiem się, jak norweski prozaik będzie odbierany jako ojciec przez najmłodszą córkę, ale mogę domyślać się, jakim jest ojcem na podstawie miniatur prozatorskich zebranych w tomie Zima. Wyłania się z nich bowiem postać czułego, wyrozumiałego i zabsorbowanego dziecięcymi sprawami taty, który nie odgradza się od życia rodzinnego stosami książek i ryzami niezapisanego papieru. Literacka wiarygodność w odmalowaniu codzienności autora Mojej walki bierze się ze zbalansowanych proporcji elementów małego realizmu. Bardzo często pojawia się uczucie rodzicielskiej porażki, pomimo wysiłków włożonych w tworzenie gromadce niesfornych pociech jak najlepszych warunków do życia i rozwoju w zabałaganionym domu.

   Knausgård o doświadczeniu późnego ojcostwa pisze ckliwie, ocierając się niekiedy o banał i egzaltację. Nie zapominajmy jednak, że to, co wydaje się na pierwszy rzut oka osobiste, pozostaje w gruncie rzeczy uniwersalne. Niemal każdy przyszły ojciec widząc na monitorze obraz własnego dziecka w fazie prenatalnej podczas badania USG, przepełniony radością ukradkiem wyciera łzy wzruszenia. Jak tu pozostać niewzruszonym jak kamień, kiedy mały człowieczek ledwo dostrzegalnie unosi kciuk w górę? Przypuszczalnie podobne emocje towarzyszą mężczyźnie, kiedy kładąc dłoń na brzuchu przyszłej matki swojego potomka, czuje delikatne ruchy małej istoty. W naszej kulturze utarło się, że nie wypada mówić wszem wobec o uczuciach, które wyzwala w przyszłym ojcu wizja rodzicielstwa. Z tego powodu po przyjściu dziecka na świat urządza się pępkowe, żeby to alkohol mężczyźnie język rozwiązał bez narażenia na szwank jego społecznej reputacji. „Tatusiowatość” wszak przekreśliłaby do cna zestaw cech stereotypowo kojarzonych z męskością. Knausgårdowi dziwnym trafem tej męskości nie ubywa nawet wtedy, gry zapala papierosa i opróżnia szklanicę whisky, mając na sobie kostium świętego mikołaja. Czytając Listy do nienarodzonej córki z dychotomicznej perspektywy kulturowej, uderza mnie raz za razem rozrzewnienie i pieszczotliwość wywołane u pisarza myślami o córeczce, która lada miesiąc, lada tydzień pojawi się na świecie. Zachwyt nad nowym życiem rozwijającym w kobiecym łonie znajduje ujście w czułostkowatym mentorzeniu o stadiach ewolucji płodu. Uczestnictwo w przedwczesnym porodzie niecierpliwie oczekiwanego dziecka zostało zrelacjonowane bez naruszenia dopuszczalnych granic intymności i dobrego smaku. Szczęśliwie obyło się bez wycieczek w stronę naturalizmu bądź somatyzmu.

   Pisarstwo Knausgårda jest poniekąd pochodną jego uważności, rozbudzonego zmysłu kontemplacji, swoistego uwrażliwienia na szczegół, przedmiot, sytuację. Każdy osobny tekst dowodzi zanurzenia w życiu oraz rzadkiej umiejętności wodzenia zaciekawionym wzrokiem po oczywistych rzeczach i zjawiskach. Nie dziwią zatem wywody pisarza o szczoteczkach do zębów, patyczkach kosmetycznych albo studzienkach kanalizacyjnych. Niezaspokojony apetyt poznawczy prowadzi do żarliwego zadawania pytań światu, pokornego godzenia się z ograniczeniami ludzkiego umysłu i przemijaniem, mimo że dywagacje na temat atomów, poczucia sensu, mózgu i jaźni nie wypadły najkorzystniejszej w porównaniu z konkretem, czyli oszałamiającymi portretami literackimi Christine, Björna i Thomasa. Nazwa tomu zobowiązuje, toteż nie zabrakło akcentów ściśle zimowych, najmilej wspominam lekturę rozdzialiku Odgłosy zimy, zaś szczególne słowa uznania należą się tłumaczce, która podołała onomatopeicznym wyzwaniom leksykalnym. Interesujący okazał się również lingwistyczny wstęp do szkicu traktującego o zaspach, gdyż norweskie nazwy  „wytworów zimowych”  od przymrozku, przez zamieć, do lodu mają genezę mitologiczną. Niespodziewanie dużo odniesień do mitologii nordyckiej pojawiło się tu i ówdzie, najlepszymi tego przykładami będą zbeletryzowany mit o Lokim i rozsiane gdzieniegdzie cytaty z Eddy Poetyckiej.

   Nawiązując do wstępnych rozważań, trudno wyrokować co pomyśli o ojcu najmłodsza córka. Czy dostrzeże w nim ekscentrycznego dziwaka, którzy mityzuje lata siedemdziesiąte? Czy będzie zniesmaczona ekshibicjonistycznymi zapiskami jego nieudanych ekscesów seksualnych? A może doceni ojcowską troskę wyrażoną w geście wzięcia pod opiekę jej zabawki, kiedy ona sama leżała pod narkozą na sali operacyjnej? Tego nie wiem. Wiem tylko, że Knausgård dał świadectwo wspaniałego ojcostwa.  Co ciekawe, dowiódł tym samym, że bycie płodnym pisarzem nie oznacza rezygnacji z czynnego udziału w życiu rodzinnym, codzienność bowiem stanowi najlepszą pożywkę dla literatury.

img_20161228_152514_561
źródło: Instagram (echozpolnocy)
Reklamy

6 myśli na temat “Medytacje o ojcostwie

  1. Postanowienie noworoczne (wiem, że takie postanowienia są bezsensowne, ale… ;)) – przeczytam wreszcie, a właściwie zacznę czytać, Knausgarda. Zaintrygowała mnie już Twoja nie do końca pochlebna recenzja „Jesieni”, a „Zima” wydaje się być literacko o niebo lepsza. No i te odwołania mitologiczne… Zdecydowanie coś dla mnie 🙂

    Polubienie

    1. Mimo wszystko zalecałabym rozpoczęcie znajomości z Knausgardem od pierwszego tomu „Mojej walki”, jeśli tylko lubisz achronologiczną i asocjacyjną narrację. 🙂

      Polubienie

  2. Po Twoich słowach chce się jak najszybciej chwycić „Zimę” do ręki i zatonąć zawartych w nich historiach. Do tej pory kulturę skandynawską poznawałam poprzez filmy i muzykę, najwyższa pora pójść krok dalej.
    Pozdrawiam i gratuluję świetnego bloga!

    Polubienie

    1. To jest książka, której wydanie świadomie zostało zsynchronizowane z porą roku. W trakcie długich wieczorów trzeba ją sobie porcjować w małych dawkach, żeby docenić jej urok. Dziękuję, Kamilko, że mnie odwiedziłaś. Również bardzo serdecznie Cię pozdrawiam! 🙂

      Polubienie

  3. Podoba mi się ostatnie zdanie mówiące, że „codzienniść, syajowi najlepszą pożywką dla literatury”. Tobproste, ale ogromnie trafne. Podoba mi się recenzja, wciągnęła mnie. Chciałabym poczytać Twoją książkę w sensie chciałabym poczytać coś długiego od zcienie! Pozdrawiam ! Mamatywna.)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s