Książka o czytaniu

Tytuł: Szwecja czyta. Polska czyta

Redakcja: Katarzyna Tubylewicz, Agata Diduszko-Zyglewska

Wydawnictwo: Krytyka Politycznaszwecja-czyta-polska-czyta

Data premiery: 9 września 2015r.

Liczba stron:  320

   Stan polskiego czytelnictwa zupełnie nie leży mi na sercu. Nie pracuję w oświacie ani w kulturze, dlatego nie ma we ani krzty moralizatorsko-wychowawczych zapędów, aby rwać sobie włosy z głowy i utyskiwać: „Takiż to świat! Niedobry świat! Czemuż innego nie ma świata?”. Szanuję wybory dorosłych ludzi co do preferowanych form spędzania wolnego czasu, ale praktyka życiowa pokazuje, że znacznie łatwiej wychodzi mi nawiązanie nici porozumienia z ludźmi, którzy czytają kilkadziesiąt książek rocznie. W końcu podobne przyciąga podobne, dlatego nie odczuwam usilnej potrzeby nawracania niewierzących w moc zadrukowanego verbum. Całkowicie obca mi jest więc bufonada związana z otaczaniem książek jakimś absurdalnym kultem i zadzieraniem nosa z powodu rzekomo elitarnej pasji. Afiszowanie się liczbą przeczytanych woluminów ma posmak pozerstwa, bo nie wystarczy tylko książkę mechanicznie przeczytać, lecz trzeba przemyśleć jej treść, a następnie skonfrontować własne spostrzeżenia z innymi czytelnikami.

   To właśnie potrzeba dialogu dowodzi wspólnotowego charakteru lektury. Leitmotivem rozmów przeprowadzonych przez Katarzynę Tubylewicz oraz Agatę Diduszko-Zyglewską ze starannie dobranymi interlokutorami w książce Szwecja czyta. Polska czyta wydaje się literatura występująca w roli czynnika integrującego społeczeństwo. Inaczej ten proces agitowania za czytelnictwem przebiega w oddzielonych Morzem Bałtyckim krajach ze względu na odmienne uwarunkowania gospodarcze, religijne i kulturowe. Redaktorki dyskutowały z tłumaczami, bibliotekarzami, urzędnikami odpowiedzialnymi za promocję czytelnictwa, wydawcami, krytykami literackimi oraz dyrektorami instytucji lobbujących na rzecz literatury. Wyłania się z tego zbioru niewątpliwie interesujący wielogłos na temat wielowymiarowego zjawiska, które zaprząta myśli ludzi nauki i kultury. W tych wywiadach brakuje jednak pogłębionej refleksji na temat niebagatelnego wpływu nowych mediów na zmianę przyzwyczajeń lekturowych. W skrócie rzecz ujmując, chodzi o szybkie prześlizgiwanie się wzrokiem po tekstach publikowanych w Internecie celem wyłowienia najistotniejszych dla siebie informacji. Ta nowo rozwinięta, pragmatyczna umiejętność odnalezienia się w gąszczu leadów i nagłówków powoduje, że stopniowo tracimy zdolność obcowania od deski do deski z długimi tekstami. Więcej na ten temat można przeczytać w nominowanej do nagrody Pulitzera publikacji Płytki umysł. Jak internet wpływa na nasz mózg Nicholasa Carra. Drugi zarzut wobec Szwecja czyta… dotyczy braku istotnego zagadnienia, jakim jest podmiotowość autora, który przekuwa nazwisko na znak towarowy gwarantujący, że nowe „produkty” rozejdą się na rynku książkowym jak świeże bułeczki. Owa kwestia została wyczerpująco opisana przez Dominika Antonika w książce Autor jako  marka. Literatura w kulturze audiowizualnej społeczeństwa informacyjnego. Wydawnictwa nie muszą inwestować w promocję, dajmy na to, nowej powieści autora, który słynie z publikowania kontrowersyjnych wypowiedzi i uczestnictwa w żywiołowych polemikach na portalach społecznościowych. Na polskim podwórku literackim skłonności ku cyfrowym dysputom są wyjątkowo widoczne u Szczepana Twardocha i Jacka Dehnela. Widoczność obu prozaików w social media automatycznie przekłada się na większe zainteresowanie ich twórczością.

   Niechcący odeszłam od głównego wątku, powróćmy zatem do rozmów moderowanych przez Tubylewicz i Diduszko-Zyglewską. Część szwedzka, którą autorka Rówieśniczek objęła opieką redakcyjną, tworzy precyzyjnie skonstruowaną całość, zwieńczoną esejem Mai Chacińskiej. Tubylewicz, tłumaczka i znawczyni kultury szwedzkiej, zadała sobie nieco więcej trudu, docierając do blisko czternastu rozmówców. Z wywiadów wynika, że w wielokulturowej Szwecji czytelnictwo ma się dobrze, mimo że odnotowano spadek zainteresowania literaturą z racji inwazji innych tekstów kultury, z którymi książka musi rywalizować o uwagę i czas odbiorców. Statystki prezentują się całkiem dobrze, gdyż przeciętny Szwed poświęca na czytanie średnio dwadzieścia minut dziennie, zaś ponad 80 procent społeczeństwa deklaruje, iż w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy przeczytało co najmniej jedną książkę. Rzec można, że Szwedzi te nawyki odziedziczyli w kulturowym kodzie genetycznym, ponieważ już w połowie XIX wieku wskaźnik umiejętności czytania  w Szwecji uchodził za najwyższy w Europie. W protestantyzmie przywiązywano olbrzymią wagę do samodzielnej interpretacji treści biblijnych, toteż przed konfirmacją, która była przepustką do zawarcia małżeństwa, należało się wykazać znajomością starotestamentowych i ewangelicznych historii.

   Palącą kwestią we współczesnej Szwecji okazuje się obecność uchodźców, którzy nie garną się zbytnio do asymilacji. Szwedzkie biblioteki wychodzą im przeto naprzeciw z broszurkami zachęcającymi do odwiedzin książnic, w których zgromadzono także zbiory różnojęzyczne. Większość programów wdrożeniowych jest adresowana do dzieci, zatem duża odpowiedzialność spoczywa na rodzicach i opiekunach mających niejako pełnić funkcję przewodników po świecie beletrystyki dziecięcej. Wydawcy nie załamują rąk nad jakością wydawanych książek, wnikliwie analizując potrzeby i motywacje czytelników:

„Zwykli ludzie nie zastanawiają się, czy czytają dobrą, czy złą literaturę. Chcą, żeby ich porwała. Poza tym wiele badań, nie tylko szwedzkich, odpowiada na pytanie, co sprawia, że ludzie sięgają po jakąś konkretną książkę. Otóż najczęściej robią to dlatego, że słyszeli o niej od swoich znajomych. Od krewnych, współpracowników, sąsiadów, przyjaciół i tak dalej. Drugą przyczyną jest jakieś poczucie bliskości z pisarzem. Recenzja okazuje się dużo mniej istotna” (Ann-Marie Skarp, s.112).

O dużej popularności szwedzkich powieści kryminalnych nie trzeba nikogo przekonywać, bo niemal każdemu niejednokrotnie obiły się o uszy nazwiska Keplera, Larssona, Marklund, Nessera czy Läckberg. Ambitna beletrystka zachowała swoją niszową pozycję, lecz rodzima literatura popularna zdeklasowała prozę środka. Na studiach kreatywnego pisania przybywa zainteresowanych pisarskim rzemiosłem, bo w Szwecji  jest to praca przynosząca korzyści majątkowe – spore zyski z tantiem i honorariów oraz prowizje od wypożyczeń.

   Część polska budzi moje drobne zastrzeżenia, ponieważ Diduszko-Zyglewska jedyną reprezentantką polskiego środowiska wydawców uczyniła Beatę Stasińską z wydawnictwa W.A.B. Ubolewam nad tym, że członkini zespołu Krytyki Politycznej nie zechciała porozmawiać z Moniką Sznajderman lub Renatą Kuryłowicz…Wspólnym punktem odniesienia dla pozostałych wywiadów jest kondycja polskich bibliotek – szkolnych i publicznych. Potrzeba ogromnych nakładów finansowych z budżetów samorządowych, aby przekształcić książnice w miejsca zachęcające Polaków do częstych odwiedzin. Takim przyjaznym miejscem jest na przykład cudownie zaprojektowana biblioteka główna na dworcu kolejowym w Rumi. Co więcej, zmienia się społeczne postrzeganie zawodu bibliotekarza jako animatora kultury, bowiem to na jego barkach spoczywa ciężar krzewienia czytelnictwa zwłaszcza wśród dzieci i młodzieży.  Również nauczyciele bibliotekarze dokładają wszelkich starań, aby zdobywać dotacje na wzbogacenie zbiorów i przyciągać uczniów atrakcyjną ofertą zajęć bibliotecznych. Przez wszystkie wypowiedzi przebija entuzjazm i iskierka nadziei, że możliwe jest w Polsce wychowanie nowego pokolenia czytelników metodą orki na ugorze.

   Podsumowując swoje wrażenia, nie omieszkam wyznać, że jest to lektura względnie łatwa w odbiorze, ale dostarczająca ciężkostrawnych emocji od szoku i niedowierzania, przez smutek, do niezgody na nijaczenie literatury podporządkowanej potrzebom mas. Pozycję tę uważam za cenną, bo autorki nie ograniczyły się tylko do postawienia diagnozy, ale i zbadały większość przyczyn epidemii, której najbardziej widocznym symptomem jest niechęć do książek.

Reklamy

5 myśli na temat “Książka o czytaniu

  1. W moim niewielkim miasteczku jest świetna multimedialna biblioteka. Rzadko kupuję książki, bo w bibliotece mogę znaleźć wszystkie nowości. Moje koleżanki wszystkie sporo czytają. Może nie jest, aż tak źle.

    Polubienie

    1. Również mam bardzo dobre doświadczenia z bibliotekami usytuowanymi w niewielkim mieście wojewódzkim. Z gminnej przestałam korzystać z uwagi na brak katalogu elektronicznego, w którym mogłabym przeglądać kolekcję księgozbioru.

      Polubienie

  2. Zazdroszcze Ci, że masz oczytanych przyjaciól, ktorzy kochaja literaturę. I kino 🙂 Gdybym ja takich miała, pewnie nigdy nie zaczęłabym prowadzić bloga. A tak, że nie mam z kim pogadać, gadam wirtualnie/piszę do innych 😉 P.S. Szwedzcy pisarze naprawdę dostają prowizje od wypożyczeń? Szok 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s