O krok od katastrofy

FTytuł: Nie wiedzą, co czyniącover-8634

Tytuł oryginału: He eivät tiedä mitä tekevät

Autor: Jussi Valtonen

Przekład: Sebastian Musielak

Wydawnictwo: W.A.B.

Data premiery: 1 lutego 2017 r.

Liczba stron: 576

   Za każdym razem, kiedy wzrok zanurzam w wirtualnym strumieniu wiadomości, do którego odprowadzane są ścieki z każdego zakamarka Internetu, odczuwam ucisk w dołku. Wyraziłam bowiem aprobatę dla kilku organizacji broniących praw zwierząt wymownym gestem uniesionego kciuka. Codziennie dzięki zamieszczanym materiałom interwencyjnym dowiaduję się o przerażających zaniedbaniach i aktach sadyzmu, jakich dopuścił się człowiek względem zwierząt domowych, dzikich i hodowlanych. Wśród tych doniesień stosunkowo niewiele pisze się o sterylnych laboratoriach, w których zwierzęta poddawane są bolesnym eksperymentom  dla szeroko pojmowanego dobra ludzkości. W opinii publicznej ta ofiara złożona na ołtarzu nauk medycznych i farmaceutycznych jest całkowicie usprawiedliwiona pod kątem etyki. Perspektywa antropocentryczna usprawiedliwia wszakże przedsięwzięte środki do postępu w biomedycynie. Każdy z nas, kto zaopatruje się w testowane na zwierzętach specyfiki kosmetyczne i medykamenty, bardziej lub mniej świadomie uczestniczy w tym moralnie wątpliwym procederze. Swoimi wyborami konsumenckimi dajemy nieme przyzwolenie na niehumanitarne traktowanie zwierząt laboratoryjnych. Jeśli wzniecimy w sobie skruchę i wyrzuty sumienia, to nie na długo, bo rzecznicy prasowi wielkich koncernów farmaceutycznych natychmiast uspokoją nasze rozterki etyczne. To właśnie ten zmarginalizowany w ekodyskursie temat stanowi zrąb koncepcyjny powieści Nie wiedzą, co czynią Jussiego Valtonena. Fiński pisarz bez moralizatorskiego grożenia palcem i spektakularnego efekciarstwa zaprojektował niespotykaną sytuację fabularną, osadzając ojca i syna po przeciwnych szalach konfliktu o globalnym zasięgu. Nim jednak dojdzie do radykalnej konfrontacji połączonych więzami krwi oponentów, dzięki rozwlekłym retrospekcjom dowiemy się, w jaki sposób przez przeszło dwadzieścia lat światowej sławy naukowiec i jego niepokorny syn przygotowywali do tego spotkania, żyjąc w dwóch odległych światach.

  Zacznijmy jednak od początku. Właściwe zawiązanie akcji następuje podczas przypadkowego spotkania neurotycznej Finki i egocentrycznego Amerykanina o judejskim pochodzeniu na międzynarodowej konferencji naukowej we Włoszech. W początkowych partiach tekstu Valtonen dokonuje drobiazgowej wiwisekcji mieszanego związku, pisząc o skutkach seksualnej euforii Aliny i Joego. Przeprowadzka do Helsinek przynosi ambitnemu Amerykaninowi rozczarowanie fińską atmosferą intelektualną i charakterem narodowym Finów. Jego pochodzenie (podobnie zresztą jak pochodzenie Iana z powieści Przypomnij sobie Eliny Hirvonen) jest powszechnym obiektem drwin o ksenofobicznym zabarwieniu. Bezradność imigranta w codziennym życiu, intelektualna stagnacja i nawarstwiające się problemy małżeńskie powodują, że Joe Chayefski z podkulonym ogonem wraca do Stanów Zjednoczonych. Valtonen unika komentarzy oceniających postępowanie pierwszoplanowych postaci, pozostawiając odbiorcy przestrzeń do refleksji nad priorytetami, którymi kierują się bohaterowie. Czy warto pozostawić dwuletniego Samuela na antypodach pod opieką niezrównoważonej emocjonalne matki, aby przystąpić do uniwersyteckiego wyścigu szczurów w pogoni za sławą? Po powrocie do Stanów dobra passa profesora Chayefskiego nie trwa wiecznie, ponieważ radykalny odłam eko-aktywistów bacznie przygląda się jego badawczym poczynaniom. Niezgoda na instrumentalne traktowanie zwierząt przybiera na sile – poczynając od dewastacji laboratorium, a kończąc na podrzuceniu nowej rodzinie naukowca ładunku wybuchowego. Do wrogiej profesorowi frakcji dołącza ponadto jego syn. Czytelnik musi we własnym zakresie rozstrzygnąć ten konflikt wartości, przyjąwszy postawę sędziowską. Wątki romansowo-obyczajowe wprawdzie są dopracowane w najmniejszym detalu, lecz powieść zyskałaby na atrakcyjności, gdyby Valtonen zredukował ich wielość i  przyznał palmę pierwszeństwa wątkom sensacyjnym i fantastyczno-naukowym.

  Futurystycznej wizji symbiozy człowieka z eksploratorem przeżyć iAm mógłby Finowi pozazdrościć Charlie Brooker, twórca serialu Czarne Lustro! O tym, że przyszło nam żyć w czasach – mówiąc językiem Zygmunta Baumana – płynnej inwigilacji nie trzeba nikogo przekonywać. Na własne życzenie otrzymujemy spersonalizowane reklamy od różnych podmiotów ekonomicznych, spowiadamy się z niemal wszystkich aspektów życia na portalach społecznościowych, powierzamy archiwizowanie korespondencji internetowemu gigantowi z Mountain View. Czy wyrzeklibyśmy się prywatności w zamian za ciągłe stymulowanie ośrodka przyjemności w mózgu? Nabierająca futurystycznego rozmachu opowieść Valtonena działa więc jak symulator terapii wstrząsowej, wprawiając czytelnika po lekturze w melancholię i nastrój kontemplacyjny.  Pisarz nie oszczędza swoich bohaterów, co rusz kładąc na ich barkach problemy, z którymi mierzy się niemal każdy mieszkaniec rozwiniętych lub rozwijających się krajów. Spektrum tych zagadnień jest doprawdy imponujące – konsumpcjonizm, cyberprzemoc, duchowość ponowoczesna, ochrona środowiska… Za zasadne można przyjąć założenie, że uniwersalny przekaz tej książki kumuluje się w dyskretnym ostrzeżeniu, aby  nie tyle zrewidować własne przekonania i cele życiowe, co pomyśleć o każdym stworzeniu zamieszkującym naszą planetę z należnym mu szacunkiem.

Reklamy

8 myśli na temat “O krok od katastrofy

    1. Ze względu na liczbę stron trzeba sobie zarezerwować trzy długie wieczory na lekturę, ale myślę, że warto poświęcić trochę czasu wolnego na zapoznanie się z tą książką. 🙂 Również serdecznie Cię pozdrawiam, Ela

      Lubię to

    1. No cóż, mówi się trudno. 😉 Każdego roku wychodzi trzydzieści tysięcy nowości wydawniczych, dlatego kierując się własnymi upodobaniami i innymi motywacjami, wyławiamy to, co dla nas najlepsze bądź najpotrzebniejsze. 🙂

      Lubię to

  1. Muszę mieć! Czuję że lektura może być okupiona łzami i na pewno nie raz wyprowadzi mnie z równowagi, ale i tak muszę. To co napisałaś w pierwszym akapicie… jakbym czytała o sobie. Też „polubiłam” PET-ę i kilka innych organizacji, ale staram się omijać wzrokiem ich posty, bo inaczej ciągle bym ryczała przed komputerem…

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s