Zatracić się w lekturze

Tytuł: Straceńcy1485901861_yf4gjlhzny0k

Tytuł oryginału: Kalypso

Autor: Ingar Johnsrud

Przekład: Maria Gołębiewska-Bijak

Wydawnictwo: Otwarte

Liczba stron: 568

Źródło: egzemplarz recenzencki

   Istnieje taki typ literatury, w której łatwo można się zatracić. Wie o tym każdy, kto choć raz przegapił przystanek autobusowy, bo książka bez reszty pochłonęła jego uwagę. Wie o tym również ten, kogo kiedykolwiek do rzeczywistości gwałtownie przywrócił odgłos wrzącej wody czy syk wykipiałego mleka w garnku. Wreszcie wie o tym każdy, kto z wielkim trudem wygramolił się rano z łóżka po nieprzespanej nocy, bo zrezygnowany Morfeusz poniósł sromotną porażkę w starciu ze wciągającą powieścią. W ramach ostrzeżenia wypada zatem wspomnieć o konsekwencjach związanych z lekturą Straceńców Ingara Johnstruda. Jest to bowiem tak dobrze napisany thriller kryminalny, że zapomnicie o bożym świecie i przepadniecie na amen z książką w ręku. To powieść, która może sprawić, że nieoczekiwanie przejedziecie się do zajezdni autobusowej lub nabawicie się worków pod oczami po nocnym maratonie czytelniczym. I choć mamy do czynienia z kontynuacją serii kryminalnej z Frederikiem Beierem i Kafą Iqbal, znajomość debiutu powieściowego Johnstruda nie jest konieczna, ponieważ w Straceńcach znajdują się zwielokrotnione echa i aluzje do intrygi kryminalnej, która stanowiła kanwę fabularną Naśladowców. W podobny sposób nie będzie nam doskwierał brak rozeznania we wcześniejszych wątkach obyczajowych, bo narrator w skrócie zrelacjonuje, jakie jeżące włos na głowie wydarzenia doprowadziły do tego, że Beier stacza się po równi pochyłej, gotów ryzykować własne życie w niebezpiecznych okolicznościach.

   Główny bohater ma za sobą nieudane małżeństwo i nieudaną próbę samobójczą. Oprócz tego nosi w sobie traumę po śmierci kolegi, który w jego obecności został śmiertelnie postrzelony na służbie. Alkohol, antydepresanty, zastępcza partnerka seksualna nie pomagają Beierowi w walce z poczuciem winy. Jedynie urastająca do rangi obsesji praca nadaje paradoksalny sens życiu policjanta kosztem jego życia osobistego. Motorem akcji są naturalnie olśnienia Frederica, ale praca zespołowa wymaga również zaangażowania innych policjantów, stąd do pierwszoplanowych bohaterów można zaliczyć Norweżkę o pakistańskich korzeniach – Kafę. Ci policjanci tworzą bardzo zgrany duet w komendzie, aczkolwiek Beier błędnie interpretuje przyjacielskie nastawienie koleżanki do jego osoby. Przenikliwy umysł starego gliniarza, niezwykła pamięć i umiejętność kojarzenia faktów przyczyniają się do przełomu w śledztwie w sprawie zabójstw Mikaela Moreniusa i Axela Thrane’a. Mimo sporych utrudnień identyfikacyjnych i błędnych tropów udaje się ustalić, że wbrew pozorom za dwoma morderstwami stoi ten sam sprawca. Powoli na wierzch wypływają tajemnice z przeszłości w postaci szkieletów kobiet pogrzebanych w ogrodzie Thrane’ów, zagadkowej fotografii dziewczynki o słowiańskiej urodzie i naszyjnika prostytutki z Tajlandii.

   Jak to zwykle w skandynawskich kryminałach bywa, narracja ulega rozbiciu na dwa plany czasowo-przestrzenne. Z jednej strony toczy się bieżące śledztwo, zabawa w kotka i myszkę trwa w najlepsze, trup ściele się gęsto, a z drugiej zaś przenosimy się w towarzystwie pięciu komandosów morskich na terytorium Rosji i dowiadujemy się o szczegółach akcji zainicjowanej w 1992 roku przez szpiega o pseudonimie Dzika Norka. Krążyły słuchy, że na Półwyspie Kolskim zaprzęgnięto naukowców do pracy w laboratoriach, aby potajemnie wyprodukować broń biologiczną ­– wirus ospy prawdziwej. Zadanie komandosów polegało na zabezpieczeniu próbek z wirusem, którego rozprzestrzenienie na skalę masową byłoby porównywalne do skutków użycia broni atomowej. Sprawę wkrótce zamieciono pod dywan, bo ucierpiałyby na tym stosunki dyplomatyczne z Rosją. Funkcjonariuszom wydziału kryminalnego pracy nie ułatwia ponadto zmowa milczenia wokół tajnej misji z początku lat dziewięćdziesiątych. Johnstrud z niezwykłym polotem przedzierzgnął więc wiadomości o radzieckim arsenale broni biologicznej w rusztowanie powieściowego świata. Wobec tego źródeł motywacji zabójcy należy upatrywać w wydarzeniach z przeszłości, które zostały objęte tajemnicą państwową.

   Wszystkie te ustalenia pozwalają mi sądzić, że Johnstrud przygotował  odbiorcy niecodzienną gimnastykę intelektualną, bo okiełznanie sieci powiązań pomiędzy poszczególnymi uczestnikami powieściowych wydarzeń nastręcza niemałych trudności. Wschodzący pisarz z Norwegii zapewne zgłębił arkana tworzenia wciągającej i oryginalnej fabuły, odpowiednio dozując suspens i podkręcając tym samym czytelnikowi poziom immersji. W Straceńcach roi się od dobrze rokujących niedopowiedzeń, które być może wybrzmią w kolejnym tomie cyklu. Taką nadzieję wzbudza swym postępowaniem Kafa ­ – wszystko wskazuje na to, że bohaterka ma w zanadrzu niejeden sekret. Aż się prosi, żeby autor Naśladowców przestał się wreszcie pastwić nad Beierem i wyeksponował następnym razem postać kobiecą.

               Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję Wydawnictwu Otwarte.

wydawnictwo_otwarte_logo

 

Reklamy

4 myśli na temat “Zatracić się w lekturze

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s