Za drzwiami nordyckiej Narnii

Tytuł: Życie po duńsku. Rok w najszczęśliwszym kraju na świecieżycie_po_duńsku

Tytuł oryginału: The Year of Living Danishly 

Autor: Helen Russell

Przekład: Grzegorz Ciecieląg

Wydawnictwo: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego

Liczba stron: 304

Data premiery: 15 marca 2017 r.

Źródło: egzemplarz recenzencki

   Ostatnimi czasy o Danii zrobiło się głośno za sprawą ilustrowanych przewodników po hyggowaniu. Nie były to udane przedsięwzięcia wydawnicze ze względu na mgliście zarysowany kontekst historyczno-kulturowy dla omawianego zjawiska i dominację aspektu poradnikowego w obu pozycjach. Posługiwanie się retoryką obrazu dodatkowo wzmacniało marketingowy charakter wspomnianych publikacji. Wychodzi na to, że Marie Tourell Søderberg i Mikael Viking nie zadali sobie zbyt wiele trudu, prezentując w swych tekstach wyłącznie wierzchołek góry lodowej duńskiego szczęścia. W przeciwieństwie do Duńczyków brytyjska dziennikarka przyjrzała się funkcjonowaniu nordyckiej utopii o wiele krytyczniej, uważniej bez hurraoptymistycznych założeń i oczekiwań wobec przybranej ojczyzny.Po przekroczeniu wieku chrystusowego Helen Russell postanowiła wraz z mężem wyjechać z londyńskiej aglomeracji, obwiniając wielkie miasto za wypalenie zawodowe, bezsenność i przewlekły stres – skutkujące niemożnością poczęcia dziecka. Utrzymany w konfesyjnym klimacie początek Życia po duńsku. Roku w najszczęśliwszym kraju na świecie odsłania kulisy życia dwójki zapracowanych londyńczyków, którzy decydują się na wyjazd do wiejskiej Jutlandii, dowcipnie określanej mianem „skandynawskiego Dzikiego Zachodu”. Każdy miesiąc pobytu w „Pcimiu nad morzem” dostarcza Helen i Ludzikowi Lego wielu niespodzianek, socjokulturowych zgrzytów i niezliczonych okazji do konfuzji. Spojrzenie na duńską codzienność oczami obcokrajowców pozwala pełniej rozeznać się w tym, co uchodzi za odmienne, kuriozalne i niewiarygodne.

   Przewaga „ja autorskiego” siłą rzeczy powoduje, że głównymi bohaterami tego quasi-reportażu jest małżeństwo Russellów, ale – co warte podkreślenia – porzucają oni role obserwatorów na rzecz uczestnictwa w nowej rzeczywistości. Choć Brytyjczycy nie raz się zbłaźnili przed nowymi sąsiadami, to Jutlandczycy chętnie udzielali im wskazówek odnośnie do sortowania śmieci, prawidłowego wieszania flagi na maszcie, a nawet oprzyrządowania technicznego roweru! Komizm słowny, gęsto rozmieszczone bon moty rozładowują napięcie wynikłe z przeprowadzki do innego państwa i prób adaptacji do życia w jego obrębie. Russell postawiła sobie za cel zgłębienie fenomenu ogólnoduńskiego szczęścia. Hygge nie jest bynajmniej jedynym czynnikiem konstytuującym wskaźnik zadowolenia z życia autochtonów. Na płaszczyźnie kulturowej hygge stanowi bowiem naleciałość po czasach, kiedy o przetrwaniu zimy decydowały zapasy drewna i żywności. Skoro zimowa aura nadal wymusza na Duńczykach przesiadywanie w domach, to przedstawiciele tej nacji dokładają wszelkich starań, aby wnętrza mieszkalne były zarówno funkcjonalne, jak i urządzone ze smakiem. Dyrektorka Duńskiego Muzeum Wzornictwa konstatuje, iż poziom satysfakcji obywateli bierze swój początek z gustownie zaaranżowanych czterech kątów. Mieszkańcy ojczyzny Hansa Christiana Andersena wykazują ponadto wielką troskę o środowisko oraz przestrzeń publiczną. Estetyczny ład i otaczanie się designerskimi przedmiotami znacząco poprawiają nastrój, lecz przyczyn duńskiego optymizmu Russell upatruje głębiej. Niesłychana żywotność idei protestanckich i socjaldemokratycznych przejawia się w społecznym egalitaryzmie. Nie są to jedynie puste frazesy, bo w całym kraju obowiązuje równość wynagrodzenia niezależnie od rodzaju wykonywanej pracy. Oczywiście istnieje też druga strona medalu, lecz Duńczycy nie kręcą nosem na horrendalne podatki, ponieważ są święcie przekonani, że rząd spożytkuje publiczne pieniądze we właściwy sposób. Elementami składowymi skandynawskiego szczęścia są w związku z tym: poczucie finansowego bezpieczeństwa, wysoki stopień zaufania społecznego wobec poczynań włodarzy oraz życzliwość, której źródeł naukowcy doszukują się w niezróżnicowanej puli genów w tej homogenicznej populacji, tworzącej jedną wielką rodzinę w sensach – ściśle etnicznym i antropologicznym.

   Autorka nie poprzestawała tylko na kwerendach z zakresu historyczno-społecznych studiów. Reaserch w klasycznym wydaniu to zdecydowanie nie jej żywioł, bo Russell za przewodnika wzięła sobie przysłowiowy koniec języka. Wiodącą rolę jej w odkryciach odgrywają więc spontaniczne obserwacje i wnioski zgromadzone ze skrupulatnie przeprowadzonych wywiadów. Dzięki rocznemu pobytowi w jutlandzkiej wiosce autorka miała okazję przyjrzeć się duńskiej obrzędowości o folklorystyczno-religijnej podszewce. Aby nie pozostać gołosłowną, wymienię pierwsze z brzegu przykłady: Dzień Tańczącej Krowy, Festiwal Nocy Letniego Przesilenia oraz Dzień J. W tym ujęciu prowincja pozostaje w wyraźnej opozycji do polis, toteż dopiero wycieczka do Kopenhagi skłania dziennikarkę do przemycenia szczątkowych informacji o duńskiej kinematografii i nordyckiej sztuce kulinarnej. Biorąc pod uwagę strategię narracyjną Russell, nie trudno dojść do wniosku, że manifestująca swoją obecność autorka nie tylko uczy, ale też bawi czytelnika za pomocą skrzących się dowcipem anegdot. Po lekturze dopadła mnie jedna refleksja: a co gdyby tak rzucić to wszystko i wyjechać do Danii? Nawet okryta złą sławą vinterdepression nie byłaby mi straszna, bo pogoda ducha nie jest zdeterminowana warunkami klimatycznymi.

      Bardzo dziękuję Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego

za otrzymany egzemplarz recenzencki.

WUJ

Reklamy

12 myśli na temat “Za drzwiami nordyckiej Narnii

  1. Narobiłaś nam apetytu na tę książkę!!! Chciałyśmy przyjrzeć się bliżej Danii, ale modne publikacje o hygge niezbyt do nas przemawiały – znając nas, pochłonęłybyśmy je w jeden wieczór, stwierdzając, że to wszystko już wiemy. Za to „Życie po duńsku” zapowiada się bardzo ciekawie i prędzej czy później na pewno po nie sięgniemy 🙂 Chociażby po to, żeby dowiedzieć się, jak wieszać tę flagę!!! 😀

    Polubienie

    1. Z wieszaniem flagi wiąże się swoisty ceremoniał, ale muszę ugryźć się w język, żeby nie okradać Was z radości czytania. 😀 Wyroby książkopodobne o hygge nie spotkały się z moją aprobatą we wpisie „Nie dajmy się zahyggować”. Duńczycy swoje szczęście traktują jako oczywiste dobro narodowe, dlatego nie umieją rozłożyć go tak ładnie na czynniki pierwsze. Russell dokonała tego z niezaprzeczalnym wdziękiem narracyjnym i olbrzymim humorem! 🙂

      Polubienie

  2. Perpektywa czytania tej (mówię o wspomnianym przez Ciebie „ja-autorskieg”) książki jest naprawdę bardzo intrygująca. Ciekawe czy zabieg ten wykonali przypadkowo czy użyli go z premedytacją 🙂

    Polubienie

    1. Przypuszczam, że było to świadome działanie. Russellowie o blaskach i cieniach życia w Danii przekonali się na własnej skórze, dlatego tymi wynurzeniami z domowych pieleszy pokazują, jak się tam faktycznie żyje. 🙂

      Polubienie

  3. Uff… może teraz uda się skomentować 🙂

    W końcu ktoś mi wyjaśnił, o co chodzi z tym całym hygge:

    „Na płaszczyźnie kulturowej hygge stanowi bowiem naleciałość po czasach, kiedy o przetrwaniu zimy decydowały zapasy drewna i żywności. Skoro zimowa aura nadal wymusza na Duńczykach przesiadywanie w domach, to przedstawiciele tej nacji dokładają wszelkich starań, aby wnętrza mieszkalne były zarówno funkcjonalne, jak i urządzone ze smakiem.”

    Polubienie

    1. Od jakiegoś czasu obserwuję wielki wysyp książek o Danii czy elementach duńskiej kultury. Nawet W.A.B przymierza się do wydania poradnika pt. „Szczęśliwy jak Duńczyk”. „Życie po duńsku” to perełka w zalewie publikacji zachęcających do naśladowania nawyków i zwyczajów ludu z Północy. 🙂

      Polubienie

  4. Ta książka jest tak inna od hygge-poradników, że moim zdaniem nie powinno się ich porównywać, bo pochodzą z zupełnie innych księgarnianych półek. Jestem wprawdzie dopiero na początku lektury, ale póki co książka Russel wydaje mi się bardziej opowiadać o perypetiach z wyprowadzaniem się do innego kraju w ogóle, niż o samej Danii. Niemniej jednak – czyta się bardzo dobrze, z uśmiechem pod nosem 🙂

    Polubienie

    1. Niezależnie od kryteriów gatunkowych widzę sens porównywania kilku równoległe wydanych pozycji traktujących teoretycznie o tym samym. Moim zadaniem należy oddzielać ziarno od plew. W kilku miejscach zasygnalizowałam dokładnie to, co masz na myśli w związku z problemami adaptacyjnymi i dostrzeganiem różnic kulturowych. Zgodzę się z Tobą, że w wielu fragmentach Dania jako taka jest zepchnięta na dalszy plan. Russell pisze porywająco, przez co łatwo dać się uwieść jej londyńsko-duńskim opowieściom. 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s