Dom niespokojnej starości

Tytuł: Słoneczne miasto: dwie powieści

Tytuł oryginału: SolstadenIMG_20170402_200858_950

Autor: Tove Jansson

Przekład: Teresa Chłapowska, Justyna Czechowska

Premiera: 15 lutego 2017 r.

Wydawnictwo: Marginesy

Źródło: egzemplarz recenzencki

   Klamka zapadła. Czasami pomieszkuję pod jednym dachem ze stworami, które pośpiesznie ewakuowały się nie tyle z oldschoolowych kaset VHS, co książeczek i komiksów dla małych i dużych. Hatifnatowie, mimble, muminki, paszczaki najpierw skolonizowały wyobraźnię kilku pokoleń Finów, a potem rozpanoszyły się w najlepsze, biorąc we władanie fińskie domostwa. Ich zmultiplikowane wizerunki opanowały sypialnie, pokoje dzienne, kuchnie. Mogłoby się wydawać, że Muurla wypuściła na rynek gamę akcesoriów kuchennych wyłącznie z myślą o kilkuletnich niejadkach, ale i dorośli chętnie siorbią kawę z muminkowego kubka, kierując się sentymentami z dzieciństwa. Nigdy nie spłacę długu wdzięczności zaciągniętego u Tove Jansson. To dzięki postaciom z jej książek odnalazłam wspólny język z mieszkańcami kraju tysiąca saun, a zebrany kapitał interkulturowy procentuje z dnia na dzień.  Nie przyklejajmy jednak w nieskończoność tej fenomenalnej pisarce, ilustratorce, malarce etykietki „Mamy Muminków”. Jest to niewątpliwie najbardziej rozpoznawalny aspekt jej twórczości, promowany zresztą na skalę międzynarodową w znajdującym się w Tampere – Muzeum „Muumilakso”. Skierujmy teraz naszą uwagę ku późnej prozie szwedzkojęzycznej Finki. Gwarantuję, że recepcja literatury adresowanej dla dorosłych odbiorców nie obedrze tej ikonicznej autorki ze słusznie przypisywanego jej nimbu magiczności.

   Zwykle w opowiadaniach zebranych w jednym tomie próbuję odnaleźć pewien mocno naciągany motyw przewodni. W obu przypadkach – mam na myśli zarówno Słoneczne miasto, jak i Kamienne pole – spoiwem tematycznym okazuje się obraz domu pociągający za sobą systematykę egzystencjalnych doświadczeń, skorelowanych z jego utratą lub poczuciem ontologicznej bezdomności. To jedyna nić podobieństwa rozciągnięta między tymi dwoma opowiadaniami, różnice w realizacji tematu dotyczą zaś poszczególnych ingredientów świata przedstawionego. Tytułowym słonecznym miastem jest amerykański Saint Petersburg w stanie Floryda, którego idylliczne piękno przyciąga stetryczałych staruszków. Pensjonariusze prowadzonego przez Evelyn Peabody ośrodka Butler Arms okupują werandę, zażywając kąpieli słonecznych na bujanych fotelach. To tam można doświadczyć poczucia bezbrzeżnej nudy, monotonii, samotności wśród ludzi poza sezonem przygotowań na bal wiosenny. Jednym słowem to nie tylko miejsce przeznaczone do relaksu pod gołym niebem, lecz przede wszystkim jest to poczekalnia dla ludzi znajdujących się w jesieni życia na ostateczne odejście z tego świata. Trudno więc o wymowniejszą metaforę bolączek społeczeństwa ponowoczesnego, w obrębie którego nastąpiła swoista gettoizacja starości. Niemniej jednak dogłębny pesymizm nie dosięga wykreowanego przez Jansson klimatu bycia ku śmierci. Melancholia przemijania jest eksplikowana delikatnie za pośrednictwem sugestywnych obrazów. Nawiasem mówiąc, zauważalną oznaką czyjegoś zniknięcia jest właśnie pusty fotel na werandzie. Mieszkańcy domu starców tworzą galerię dziwaków. Każdy z nich ma nierówno pod sufitem. Catherine Frey przykłada ogromną wagę do prowadzenia rachunkowości, Rebecca Rubinstein uchodzi za największą elegantkę, zaś głuchy Thompson dorobił się opinii diabła wcielonego. Nawet sprzątająca w pensjonacie Linda zanosi modły do Matki Boskiej z prośbą o to, żeby przed śmiercią w dżungli przeżyć upojne chwile ze starym hipisem o imieniu Joe. Słoneczne miasto jest najlepszym dowodem na to, że można obejść zasadę decorum, a następnie ożywić, ocieplić drętwe motywy starości, samotności i śmierci, wpisując te wątki w stylistyczne ramy komizmu, absurdu i ironii.

   Kamienne pole przywodzi na myśl skojarzenia z ciężkim, przytłaczającym nastrojem z filmów Ingmara Bergmana dzięki licznym retrospekcjom, kotłowaninie niewypowiedzianych słów, statycznym i surowym pejzażom. W helsińskiej restauracji współpracownicy Jonasza świętują przejście kolegi na emeryturę. Leciwy dziennikarz po rozwiązaniu stosunku pracy zamierza napisać biografię Igreka. Jego troskliwe córki, Karin i Maria, wynajmują mu ustronny domek nad cieśniną Fӓrjsundet. Jonasz daje się poznać jako nieobecny myślami ojciec, gburowaty samotnik, alkoholik, z którym trzeba się obchodzić jak z jajkiem. Igrek nie daje o sobie zapomnieć, prześladuje niedoszłego biografistę do momentu symbolicznego pochówku nadpalonych kartek na kamiennym polu. Otwarte zakończenie nie przynosi odpowiedzi, co zdarzyło się w życiu Jonasza trzeciego sierpnia po zrzuceniu balastu, po swoistym seansie samooczyszczenia, któremu wtórowała grzmiąca przyroda.

   Nie można pozostać obojętnym wobec zawartości treściowej obu opowiadań będących wykładnią możliwych wariantów przeżywania starości. W Słonecznym mieście silniej wybrzmiewa laudacyjny ton na cześć wybryków w wieku starczym, ostatnich podrygów szaleństwa. Całość nafaszerowana jest wysmakowanym dowcipem słownym. Minorowe sceny z Kamiennego pola tak silnie wwiercają się w pamięć, że oddziałują jak czarno-białe stopklatki depresyjnego filmu o katartycznych właściwościach. W historii Jonasza trafiają się elementy czarnego humoru  jak rodzynki w cieście, dlatego jeszcze długo po odwróceniu ostatniej stronnicy będę tęsknić za tą niebywałą ucztą literacką.

        Bardzo dziękuję Wydawnictwu Marginesy za przekazanie egzemplarza do recenzji. marginesy2

Advertisements

6 myśli na temat “Dom niespokojnej starości

  1. To zabawne, bo nawet nie pomyślałem, że Muminki były oparte na czymś, tylko że po prostu były, jeśli wiesz o co mi chodzi. Wracając do samej książki, wpisujesz całkiem potężne konteksty w tę książkę, którą trzeba przetestować po takiej recenzji. Zawsze też miałem wrażenie, że w tej bajce chodziło o coś więcej, intuicyjnie jako dzieciak czułem, że nie wszystko rozumiem, ale nastrój niepokoju i efemerycznej prawdziwości tej książki zawsze mnie jakoś uderzał.

    Liked by 1 osoba

    1. Znam ludzi, którzy zamiast „Pisma Świętego” wertują na chybił trafił którąś część z cyklu o muminkach w poszukiwaniu cytatów jako bodźców pobudzających do refleksji. I nie zawaham się napisać, że śmiało można wapatrywać w nich sensów jak z przypowieści parabolicznych. 🙂

      Lubię

  2. Nie przepadam za Doliną Muminków, nie widzę już w niej żadnej magii i nie mam pojęcia, czemu będąc dzieckiem, w ogóle poświęcałam na to czas – tylko go traciłam. Z poważniejszej strony autorki nie znam i jakoś mnie teraz do takich lektur nie ciągnie – dodatkowo ja i krótkie formy nie jesteśmy ze sobą w dobrych relacjach, opowiadania nigdy mnie specjalnie nie pociągały, ale jeśli będę potrzebowała czegoś do chwil zadumy, może sięgnę 😉

    Lubię

  3. Widziałam masę fotek tej książki – wydaje się, że wszyscy ja czytają – ale to pierwsza konkretna recenzja, na jaką się natknęłam. Muszę wyznać ze wstydem, że nie czytałam jeszcze Jansson. Pierwszy książka o Muminkach trafiła do mojej biblioteczki przed kilkoma tygodniami (prezent od innej blogerki) i na razie dojrzewa na półce, czeka na odpowiedni moment, bo nie chcę jej czytać pod presją ani w pośpiechu. A teraz do listy lektur obowiązkowych dochodzi recenzowana przez ciebie pozycja. Podoba mi się zamysł i klimat. A analogia do Bergmana przypieczętowała sprawę. W tym miesiącu już wyczerpałam limit funduszy na książki (wczoraj nabyłam w niezwykle okazyjnej cenie 😉 kilka albumów malarskich), ale w maju kupuję na sto procent. Dzięki 🙂

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s