Królestwo elfów

Tytuł: Szepty kamieni. Historie z opuszczonej Islandii18194742_1420122438010148_1150248449345289795_n (1)

Autorzy: Berenika Lenard, Piotr Mikołajczak

Premiera: 26 kwietnia 2017 r.

Wydawnictwo: Otwarte

Źródło: egzemplarz recenzencki

   Paradoksalnie rzecz biorąc, Islandia uchodzi za raj oblegany przez samotników fantazjujących o absolutnej pustce, której ponoć można doświadczyć wśród zapierających dech w piersiach krajobrazów. Nie jest tajemnicą, że turyści upatrzyli sobie Islandię jako cel wakacyjnych wojaży, skoro od kilku lat mówi się, że ta wulkaniczna wyspa przeżywa istne oblężenie. Nic dziwnego, że pracownicy branży hotelarskiej zacierają ręce w nadziei na szybki zarobek, bowiem sektor usługowy rozwija się prężniej niż rybołówstwo będące niegdyś podstawową gałęzią gospodarki narodowej. Z reportażu Szepty kamieni. Historie z opuszczonej Islandii Bereniki Lenard i Piotra Mikołajczaka wynika, że wspomniany boom turystyczny ma trzy oblicza. Wyspę można eksplorować w błyskawicznym tempie, posiłkując się zdawkowymi informacjami, które zasilają bedekery i pochodzące z biur podróży foldery reklamowe. Bardziej alternatywny sposób podróżowania spod znaku romantycznego marzycielstwa polega na przemieszczaniu się autostopem po pustkowiach i nocowaniu gdzie popadnie – nawet w budynkach prywatnych pod nieobecność właścicieli. Oprócz wiadomego generowania zysków obecność licznych rzesz turystów przyczynia się do degradacji środowiska naturalnego. Im dalej od Reykjavíku, tym bardziej rzuca się w oczy brak elementów małej infrastruktury (pojemników na śmieci i toalet), co siłą rzeczy powoduje, że śmieci i ludzkie odchody zalegają tuż nieopodal jezdni. Popisów głupoty graniczącej z brawurą w wykonaniu urlopowiczów autorzy odnotowali całkiem sporo. Przytoczmy więc kilka reprezentatywnych przykładów. Pewnego razu Chilijczyk wrzucił do gejzera substancję barwiącą wodę na różowo. Innym razem niemiecki artysta w ramach happeningu pokrył napisami lawę, krater i mech. Warto też wspomnieć, że ku narastającej irytacji farmerów przyjezdni notorycznie dokarmiają ich konie byle jakim prowiantem, przez co zwierzęta tracą zainteresowanie przygotowaną dla nich paszą. Mając na uwadze niechlubne zachowania turystów, należy im przeciwstawić nacechowaną dodatnio postawę dwójki podróżników peregrynujących do opuszczonych domostw, nadgryzionych zębem czasu fabryk, ziejących pustką przetwórni rybnych.

   Blogerzy z IceStory nie wyrazili tej myśli wprost, lecz trudno oprzeć się wrażeniu, że to właśnie dzięki urbexowym fascynacjom wyruszyli razem w długą, uczęszczaną przez nielicznych drogę. Decydująca rola mediacyjna w opowiadaniu o przeszłości wyspy nie przypadła w udziale wyłącznie muzealnym eksponatom (np. gablocie z niewidzialnym człowiekiem i nekrospodniom), lecz bezużytecznym przedmiotom codziennego użytku, narzędziom, które w oczach historyków nie prezentują żadnej wartości. Ten sposób obrazowania Fiordów Zachodnich jest ściśle umocowany w sferze materialnej, aczkolwiek przekaz dodatkowo wzbogacają barwne opowieści Heimira, przydrożnych wiedźm, Ewy z Djúpavíku. Lenard i Mikołajczak są uważnymi słuchaczami, gotowymi zmodyfikować plan wyprawy, jeśli tylko na horyzoncie napatoczy skory do zwierzeń rozmówca. Nie tylko rodowitych Islandczyków potrafią ciągnąć za język, ale i polskim emigrantom zarobkowym oddają głos podczas dalszego eksplorowania południowych i wschodnich rubieży wyspy.

   Narracyjny czar jednak pryska, kiedy bohaterem staje się przyroda nieożywiona. W kontemplacyjnych fragmentach drażni nadmierne korzystanie z gotowych klisz językowych, sięganie po leksykę z patetycznej półki jakby autorzy usiłowali prowadzić niezdarny flirt z reportażem literackim. Te drobne niedoróbki stylistyczne aż się proszą o interwencję redaktora obdarzonego intuicją językową. Niezwykle trudno jest bowiem wyrazić słowami oniemienie, zachwyt, ekscytację bez popadania w wydumane frazesy. Panowania nad piórem można się na szczęście nauczyć dzięki Polskiej Szkole Reportażu lub Czarnym Warsztatom Pisania Prozą. Te usterki nie rzutują jednak znacząco na odbiór całości, bo nie da się zaprzeczyć, że dziennikarze z Północy włożyli ogrom pracy i wiele serca w napisanie książki, balansując między idealizacją a demitologizacją Islandii. „Tego kraju nie da się poznać, czytając tylko książki” – odparł Tolli Morthensen, właściciel galerii i malarz zainspirowany twórczością Caspara Friedricha Davida. Wypada tylko przytaknąć jednemu z rozmówców Bereniki i Piotra, ponieważ Szepty kamieni nie tyle nasyciły mój głód wiedzy, co natychmiastowo wzmogły apetyt na podróż do królestwa elfów. Poczytuję to oczywiście za ogromny plus.

Dziękuję Wydawnictwu Otwarte za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

wydawnictwo_otwarte_logo

Reklamy

2 myśli na temat “Królestwo elfów

    1. Człowiek liczy na to, że na Islandii natknie się tylko na stada owiec, a tu znienacka pędzą tłumy wiedzione owczym pędem. Miłej lektury, Michale! 🙂

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s