Islandia w kawałkach

Tytuł: Rekin i baran. Życie w cieniu islandzkich wulkanów 554944-352x500

Autorzy: Marta i Adam Biernatowie

Wydawnictwo: Poznańskie

Premiera: 24 maja 2017 r.

Źródło: egzemplarz recenzencki

Ocena: 2,5/6

 

 Jak pokazuje wydawnicza praktyka, niedługi dystans od witryny internetowej do księgarnianych półek dzieli poczytnych blogerów. Autorzy nietuzinkowych blogów o tematyce podróżniczej, kulturowej bądź lifestylowej coraz częściej przechodzą metamorfozę od dostawców treści do wschodzących pisarzy. Znajdują się oni w bardziej komfortowej sytuacji niż ich wcześniej nieznani z imienia i nazwiska koledzy po piórze. O lepszej pozycji znanych blogerów w porównaniu z innymi debiutantami decyduje pakiet startowy w postaci kręgu wiernych czytelników, których kliknięcia od samego początku były w sieci czujnie monitorowane. Nie zawsze jednak popularność internetowych gryzipiórków idzie w parze ze sprawnym warsztatem pisarskim. Z jednej strony atrakcyjny przekaz wizualny niejednokrotnie wręcz zastępuje, by nie powiedzieć wypiera i zasłania, materiał werbalny. Z drugiej zaś strony odwiedzający są do tego stopnia zaaferowani tematem poruszanym na łamach bloga, że nie przywiązują zbytniej wagi do walorów językowych publikowanych tekstów. W tym wypadku jednego możemy być pewni – jeżeli wydawca namówi blogera do napisania książki, to ten sam styl prowadzenia blogerskiej narracji, stety lub niestety, ujawni się między okładkami.

   OLYMPUS DIGITAL CAMERA

   Przyjrzymy się uważniej Rekinowi i baranowi. Życiu w cieniu islandzkich wulkanów autorstwa Marty i Adama Biernatów – małżeństwa blogerów, którzy wspólnymi siłami powołali do życia stronę Bite of Iceland. Uczciwie trzeba przyznać, że niekwestionowanym atutem tej publikacji jest szata graficzna. Zdobienia na okładce nawiązują do charakterystycznych ornamentów z islandzkich swetrów, które od ponad sześćdziesięciu lat nie wyszły u wyspiarzy z mody. Magnetyzujące atmosferą zdjęcia, które tu i ówdzie wetknięto między stronnice, mogłyby zostać nagrodzone laurem zwycięstwa na prestiżowych konkursach fotograficznych. Obiektywowi Biernata udało się uchwycić fluorescencyjne barwy zorzy polarnej na tle ołowianego nieba, rozległe połacie w odcieniach ochry u  podnóża szarych gór i bezkresną przestrzeń, pokrytą nieskazitelną bielą. Tę krajobrazową monochromię przełamuje najczęściej drobny element w kontrastowej kolorystyce – postać w żółtej kurtce, czerwony budynek, kremowe runo owcze. Mimo wszystko z żalem muszę stwierdzić, że warstwa tekstowa tej publikacji nie dorównuje urodą nastrojowym i konceptualnym fotografiom. Aż do ostatniej linijki nie opuszczało mnie wrażenie, że mam do czynienia raczej z przydługawym opowiadaniem o wakacjach egzaltowanej i przemądrzałej licealistki, która nieumiejętnie zderza ze sobą słownictwo z różnych rejestrów stylistycznych. Rozwinięte zdania uginają się pod ciężarem manierycznych klisz językowych, przez co narracji brakuje polotu i płynności. Na dokładkę w oczy rzucają się rażące zaniedbania, potknięcia korektorskie.OLYMPUS DIGITAL CAMERA

   Prócz tego doskwierał mi tematyczny miszmasz, brak spójnej wizji co do tego, o czym ma być właściwie ta książka. Wspólnym mianownikiem rozwlekłych opisów jest Islandia, zgoda. Jednakże w tekście można natrafić zarówno na podręcznikowe wiadomości geologiczne, żartobliwe historyjki o początkach islandzkiego osadnictwa rodem z książeczki dla dzieci Ci okrutni wikingowie, jak i na szereg ciekawostek z zakresu folkloru i ludowej demonologii. Przy czym echa dawnych wierzeń i obrzędowości sprowadzają się do długiego rejestru przesądów i zabobonów, które szybko ulecą z pamięci po przeczytaniu. Najlepiej w porównaniu z resztą wypadły rozdziały, w których omówiono specyficzne przyzwyczajenia kulinarne Islandczyków lubujących się w baranich łbach, sfermentowanym mięsie rekina i polskich wafelkach Prince Polo. OLYMPUS DIGITAL CAMERA

   Mimo że autorka w pompatycznych podziękowaniach wspomina o rozmowach przeprowadzonych z Islandczykami w blasku dni polarnych, to można odnieść wrażenie, że książka została napisana na kanapie, tak jakby z wykorzystaniem anglojęzycznej literatury przedmiotu lub materiałów zawartych na forach internetowych. Bowiem o żyjących współcześnie autochtonach dowiedziałam się niewiele. Na przestrzeni wieków z poszukiwaczy syberyjskich sosen i edredonowego puchu przeobrazili się naraz w luzaków zażywających długich kąpieli w basenach termalnych. Na tle pozostałych tegorocznych quasi-reportaży o Islandii książka Biernatów prezentuje się niekorzystnie ze względu na napuszoną leksykę i tematyczny galimatias. Zainteresowanych w dalszym ciągu tą lekturą zachęcam najpierw do zapoznania się z blogiem podróżników, aby na własne oczy przekonać się, czy jakość publikowanych tam tekstów odpowiada Waszym indywidualnym gustom i oczekiwaniom.

Za przekazanie egzemplarza recenzenckiego dziękuję Wydawictwu Poznańskiemu.

Wydawnictwo_Poznaskie_logo

Reklamy

18 myśli na temat “Islandia w kawałkach

  1. Duże rozczarowanie. Nie znam autorów, ale przekonałam się już parę razy, że blogerzy nie zawsze powinni brać się za pisanie książek. Podobnie jak wszelkiej maści celebryci 😉

    Skoro korekta leży, tekst jest słaby, a zdjęcia ładne – proponowałabym wydanie albumu, może lepiej by to wyszło.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Celebryci na potegę korzystają z usług ghostwriterów. A co się tyczy blogerów, to nie o wszystkich wyczynach publikacyjnych tej kategorii pismaków mam złe zdanie. 🙂 .

      Masz całkowitą rację odnośnie do oceny potencjału tych autorów. W tym wypadku również rekomendowałabym kompletowanie zdjęć do albumu.

      Lubię to

    1. Jest popyt na książki podróżnicze o Islandii, dlatego parę osób próbowało się wstrzelić w tę niszę. Chciałabym, żeby Ilona Wiśniewska z ramienia Wydawnictwa Czarne zajęła się eksplorowaniem tego zakątka świata. 🙂

      Lubię to

      1. TAK TAK TAK!!! Ilona W. – moim zdaniem genialna reportażystka! Jej „Białe” to mistrzostwo świata 🙂 Dobrze, że powstają takie książki

        Polubione przez 1 osoba

  2. „Z wykorzystaniem anglojęzycznej literatury” – jak czytamy w omówieniu – i nie tylko. Źródeł polskojęzycznych, z których autorka czerpie bez opamiętania i cienia wstydu (i bez odnośników), także tu nie brakuje. Już nie wiem, czy większym dramatem jest kuriozalny język tego dzieła, czy jego absolutna wtórność… Chyba jednak wtórność – plagiat to grzech najcięższy w świecie literatury.
    Gratuluję celnej recenzji 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Katarzynie Boni, tegorocznej laureatce Gryfii, naburmuszeni i uważni czytelnicy zarzucali przepisywanie w „Ganbare. Warsztach z umierania” fragmentów z innych źródeł, ale sprawa najwyraźniej rozeszła się po kościach. Owszem, przypisy byłyby mile widziane w „Rekinie i baranie”, bo autorce miejscami przyświecały erudycyjne ambicje, a nie są to informacje pozyskane z pierwszej ręki. 🙂

      Lubię to

      1. Zgadza się, te sprawy najczęściej „rozchodzą się po kościach” 🙂 Najlepszy dowód, to permanentna obecność w mediach patronki tej „techniki pisarskiej”, świetnej skądinąd kabareciary (i znacznie słabszej autorki), pani Pakosińskiej. Żal, że tak brzydko wykorzystywani wydawcy machają ręka i zostawiają sprawy samym sobie. To ośmiela innych „pożyczających” i utrwala społeczne przekonanie, że puszki pasztetu w sklepie to nie wolno, ale zdania z internetu i cudzej książki – to już jak najbardziej. A to wszystko psuje nam literaturę 😦

        Polubione przez 1 osoba

      2. Wysłałam wydawcy wyniki Pana analizy porównawczej polegającej na zestawieniu fragmentów „Rekina i barana” z artykułami zamieszczanymi w Internecie. Wydawca nie ustosunkował się w żaden sposób do tego odkrycia. 😦

        Lubię to

  3. Czasami nadzieje okazują się płonne i przychodzą rozczarowania. Życie. 🙂 Na otarcie łez mam w zanadrzu islandzki kryminał, o którym niebawem napiszę. Serdecznie Cię pozdrawiam, Michale 🙂

    Lubię to

  4. Mam tę książkę w planach, bo z Islandią byłam bardzo blisko związana wiele lat i mam bardzo krytyczne spojrzenie i na publikacje o wyspie, i na aktualny boom. Nie pokusiłam się jeszcze o kupno i nie wiem czy w końcu się pokuszę, bo Twoja recenzja potwierdziła dokładnie to, czego się obawiałam.

    Lubię to

  5. Piszesz, że byłaś z wyspą związana przez wiele lat, czyli wnioskuję, że stawiasz wysokie wymagania książkom podróżników ekspolorujących ten zakątek globu. Marta Biernat uznała, że półtora roku spędzonego na Islandii to wystarczająco dużo czasu, żeby podjąć się pisania o tym kraju – mnie ta argumentacja kompletnie nie przekonuje. Ludzie tam spędzają po kilkanaście lat, ale nie mienią się znawcami islandzkiej kultury.

    Lubię to

    1. Myślę, że kwestia nie jest tak łatwo i prosto „mierzalna”. Znajomość tematu to jedno, kompetencje literackie to drugie, a etyka – to jeszcze co innego. Maja Sontag (autorka książki „Majubaju. Żyrafy wychodzą z szafy”) objechała w półtora roku pół świata: Amerykę Południową, Azję Wschodnią, Oceanię i Australię, więc siłą rzeczy wszędzie była chwilę. I napisała świetny, barwny, bezpretensjonalny reportaż. Wnikliwy, chwilami głęboki, a na pewno żywiołowy i szczery. Bo dziewczyna ma odwagę, talent, zmysł obserwacji i wyobraźnię, która ułatwia literacką uczciwość. Kiedy ma się te wszystkie atuty, nie trzeba z nikogo zrzynać :).
      Nie trzeba też mieszkać gdzieś 30 lat, żeby napisać o tym miejscu dobrą książkę.
      Pani Biernat wszystkiego z tej puli brakuje, i choćby spędziła na Islandii życie, to wystarczy przeczytać pierwszy rozdział „RiB” (kilka tysięcy słów o niczym), żeby mieć pewność, że nigdy niczego wartościowego nie napisze.
      Szkoda, że nie pozostała na kanapie, tylko postanowiła „zostać pisarką”. Cudzym kosztem.

      Lubię to

    2. Faktycznie 1,5 roku to naprawdę mało. Mieszkam 3 rok w Portugalii i nie odważyłabym się pisać o tym kraju reportażu, mieszkałam 16 lat w Niemczech i tu już pokusiłabym się o opinie i stwierdzenia. Z Islandią związana byłam ponad 10 lat przez pracę, na wyspie nie mieszkałam. Dziękuję za info i dodam jeszcze, że bardzo podoba mi się Twój styl, cieszę się, że trafiłam do Ciebie.

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s