Viktor Arnar Ingólfsson „Tajemnica wyspy Flatey”

 Autor: Viktor Arnar Ingólfsson527577-352x500

Przekład: Jacek Gądek

Tytuł: Tajemnica wyspy Flatey

Tytuł oryginału: Flateyjargáta

Liczba stron: 284

Data premiery: 19 lipca 2017 r.

Wydawnictwo: Editio Black

Źródło: egzemplarz recenzencki

Ocena: 4,5/6

   Wyobraźcie sobie widok filmowany z lotu ptaka – rozkołysany falami kuter, a na nim  dwóch mężczyzn wypatrujących zarysów szkierowych wysepek na horyzoncie. W tle pokrzykują mewy i skrzeczą maskonury. Chwilę później następuje zbliżenie kamery na sterane pracą dłonie rybaków i nerwowo zaciskane pięści chłopca, który wkrótce dokona wstrząsającego odkrycia. Takie klimatyczne kadry mógłby wyczarować na początku nowego filmu fabularnego Baltasar Kormákur, gdyby tylko podjął się ekranizacji Tajemnicy wyspy Flatey Viktora Arnara Ingólfssona. I niech te słowa pozostaną najlepszą rekomendacją dla tej książki!  Najpopularniejszy islandzki reżyser nie tylko w powabny dla oka sposób potrafi oddać atmosferę wyspiarskiej inności, lecz lubi także zaskakiwać widzów wulgarną dosłownością w hiperrealistycznym odwzorowaniu szczegółów. Jak na pełnokrwisty kryminał przystało, Ingólfsson również pod nos czytelnikowi podtyka makabryczne detale – nie zabraknie trupa w zaawansowanym stadium rozkładu, czy zwłok zmasakrowanych techniką opatentowaną w czasach wikingów. Kormákur na pewno byłby zdolny przenieść te naturalistyczne ujęcia na szklany ekran. Odłóżmy jednak na bok gdybania o ewentualnej współpracy utalentowanego filmowca i poczytnego autora, który we wstępie wszakże wyznaje, że upatrzył sobie wyspę Flatey w zatoce Breiðafjörður, ponieważ kilkakrotnie posłużono się tym miejscem jako malowniczą scenerią do filmów…IMG_20170828_152536_904

   Zgrabnie skrojony świat Ingólfssona posiada wobec tego swój odpowiednik w pozaliterackiej rzeczywistości. Miejscem akcji pisarz ustanowił usytuowaną na maleńkiej wyspie, rybacką osadę o nazwie Flatey. Autor przewidział, że niezaznajomiony z geografią Islandii czytelnik będzie odczuwał nawigacyjny dyskomfort, dlatego zawczasu przygotował mapy usprawniające literackie podróże. Na usługach twórczego zmyślenia pozostają zatem klimat, rzeźba terenu, flora i fauna, a  nawet – idąc dalej – otoczka obyczajowo-kulturowa. Ducha lat sześćdziesiątych oddają natomiast dochodzące z radia ballady Elvisa Presleya oraz fragmenty referatu Nikity Chruszczowa. Flatey to samowystarczalny mikrokosmos, życie mieszkańców wioski toczy się niespiesznym rytmem, a ich dobrobyt zależy od kaprysów oceanu. Na tym dwukilometrowym skrawku ziemi zmieścił się kościół i cmentarz, dobrze zaopatrzony sklep i biblioteka, w której przechowuje się fotokopię średniowiecznego manuskryptu z łamigłówką zaprzątającą myśli akademików. Odkąd w XVII w. król Danii posłał poszukiwaczy staronordyckich sag po oryginalny egzemplarz Flateyjarbok, odtąd znajduje się on w zbiorach Kopenhaskiej Biblioteki Królewskiej. Dlatego właśnie tę niepozorną wioskę w północno-zachodniej części Islandii tak licznie odwiedzają współcześni uczeni, których wyobraźnię rozpala kolebka zabytku północnego piśmiennictwa.IMG_20170828_191434_489

   Rozwikłanie zagadki zgonów duńskiego profesora i stołecznego dziennikarza wiedzie zatem w kierunku samej księgi. Jej rola w świecie przedstawionym jest niebagatelna. Mimo upływu wieków opowieści w niej zawarte nadal mocno oddziałują na społeczność Flatey w kształtowaniu postaw etycznych, stąd aż mrowi się od cytatów i parafraz na każdą okoliczność. Choć z trudem przebrnęłam się przez wtręty z wikińskich sag, przyspawane do każdego rozdziału metodą na chybił trafił, nie nabawiłam się choroby lokomocyjnej wskutek podróżowania między dwoma planami czasowymi. Sążniste wstawki historyczne z interesującą zagadką logiczną są jak najbardziej na miejscu, ale czasami można odnieść wrażenie, że rozpychają się w tekście na podobieństwo niezdyscyplinowanych przedszkolaków w środkach komunikacji miejskiej.

  Narrator nić kryminalnego śledztwa starannie nawlókł na igłę, która przekłuwa na wylot wyspiarską panoramę społeczną. Dzięki temu dobrze wypadła wiwisekcja hermetycznej zbiorowości o hierarchicznej strukturze. Każdy z podejrzanych reprezentuje inny stan majątkowy, posługuje się zindywidualizowanym językiem, skorelowanym ściśle ze zdobytym wykształceniem i profesją. Drobne zastrzeżenia co do prawdopodobieństwa opisywanych zdarzeń budzi eskalacja dziwnych zbiegów okoliczności na kanwie towarzyskiej. Każdy każdego skądś zna – nie do wiary, popatrzcie, jaki ten świat mały! Gotowa jestem jednak przymknąć oko na te fabularne grzeszki, bo w sumie populacja Islandczyków jest porównywalna z liczbą mieszkańców Katowic. 🙂

Za przekazanie egzemplarza recenzenckiego serdecznie dziękuję wydawnictwu Editio Black:

editioblack logo

Reklamy

12 myśli na temat “Viktor Arnar Ingólfsson „Tajemnica wyspy Flatey”

    1. Aniu, u mnie bardzo podobnie. Też bardzo szybko wyparowują mi z pamięci wszystkie detale fabularne z kryminałów, ale zapamiętuję emocje towarzyszące danej lekturze. Czytałaś w oryginale tę książkę? Czapki z głów 🙂

      Polubienie

      1. Nie, nie czytałam w oryginale tylko po niemiecku. W ogóle czytałam bardzo dużo literatury islandzkiej, dziesiątki książek na pewno, ale właśnie wszystko po niemiecku 🙂 Pozdrowienia!!

        Polubione przez 1 osoba

      2. Nie wiedziałam, że niemiecki rynek przekładów z islandzkiego rozwija się tak prężnie! Cóż, powodów, które za tym stoją, mogę się jedynie domyślać. 🙂 Fantastyczna sprawa! Pozdrawiam Cię, Aniu, również serdecznie! 🙂

        Polubienie

  1. Uwielbiam umieszczenie akcji na odizolowanej wyspie 🙂 Pewnie dlatego wśród moich ulubionych seriali znajduje się „Wyspa Harpera”, czy „Kamienie śmierci”. Kiedyś czytałam też książkę o podobnej tematyce, ale akcja odbywała się na jakiejś amerykańskiej wysepce. Tytułu niestety nie pamiętam.
    Jeśli jesienią nie będę miała co czytać, to chętnie sięgnę po „Tajemnicę Wyspy Flatey” 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. O! Cieszę się, że lubujesz się w takich klimatach. Na pewno ta książka przypadłaby Ci do gustu. Z drżeniem rąk zapisałam sobie tytuły seriali, o których wspominasz w kontekście oddalonych od wielkiego świata wysp 🙂 Tak się składa, że rozglądam się za nowymi serialami, do których fabuł mogłabym się przywiązać na długie tygodnie. 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  2. Świetna rekomendacja, na pewno po tę książkę sięgnę :). Klimaty „wyspowe” – zamknięta społeczność, duszna, klaustrofobiczna ciasnota środowiska kilku-kilkunastu indywidualności, zamkniętych w jednym obiegu – bardzo sprzyja budowaniu sensacyjnego napięcia i kreowaniu suspensu. Chyba właśnie stąd fantastyczna kariera mojego ulubionego kryminału Agathy Christie, „Dziesięciu murzynków”.
    A tam, na Islandii rzeczywiście wszyscy się znają! Trudno w to uwierzyć, ale prawie cała wyspa jest ze sobą spokrewniona albo spowinowacona.
    A z innej beczki: bardzo interesowałaby mnie Twoja recenzja któregoś z kryminałów Arnaldura Indriðasona. Zimne, ale bardzo bliskie życia, proste, ale głębokie i poruszające. Ciekawe, czy Ciebie urzekłyby tak, jak mnie… Szczególnie polecam „Grobową ciszę”, historię wstrząsającą, dla czytelników o mocnych nerwach, choć wcale nie z uwagi na wątek kryminalny. On jest w niej tylko pretekstem do odmalowania anatomii przemocy. Mistrzowskiego. Czyta się ze ściśniętym gardłem i z zimnymi śledziami wijącymi się za kołnierzem.
    Dzięki za świetną stronę, będę Cię regularnie odwiedzać, i pozdrowienia!!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s