Szwedzki pociąg do śmierci

Tytuł: Tak sobie wyobrażałam śmierć

Oryginalny tytuł: Döden tänkte jag mig så

Autor: Johanna Mo

Przekład: Alicja Rosenau

Wydawnictwo: Editio

Premiera:  19 lipca 2017 r.

Źródło: egzemplarz recenzencki

Ocena: 4+/6

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

My wobec śmierci innego

 W ciągu naszego życia pośrednio doświadczamy bliskości śmierci, uczestnicząc w ceremoniach pogrzebowych naszych bliskich i znajomych. Bolesną wiedzę na temat ostatecznego odejścia ze świata czerpiemy z naocznych obserwacji dopiero wówczas, gdy towarzyszymy członkowi rodziny lub przyjacielowi w jego ostatniej drodze. Poprzez żałobę jesteśmy zdolni pojąć, że śmierć jest nieodzownym rewersem życia. Jej namacalny obraz w naszych umysłach kształtują wyobrażenia. Jeśli jednak doszło do nagłego zgonu w niewyjaśnionych okolicznościach, to takie wiadomości spadają na nas niczym grom z jasnego nieba. Jak to się stało? Czy bardzo cierpiał? Czy przeczuwał, że dzisiaj po raz ostatni ujrzy wschód słońca? – wobec tych nawarstwiających się pytań czujemy się bezradni. Są jednak ludzie, którzy nie spoczną, dopóki nie znajdą odpowiedzi na te nurtujące pytania. W tym gronie nie może zabraknąć lekarza medycyny sądowej, technika sekcyjnego i pracowników wydziału kryminalnego. To właśnie na podstawie ich wyobrażeń popartych zebranym materiałem dowodowym ustala się, w jaki sposób ktoś poniósł śmierć. Dotknęliśmy sedna kryminalnych oczywistości. Świat przedstawiony jawi się jako łudząco podobny do rzeczywistego, bo esencją fabuły stają się praktyki mniej lub bardziej znane czytelnikowi z doświadczenia potocznego. Śmierć innego jest na wyciągnięcie ręki – jej zasięg wyznaczają ociekające krwią leady w brukowcach, policyjne materiały interwencyjne, przerażające nagrania z kamer przemysłowych. Czy i tym razem sięgając po skandynawski kryminał, łatwo będzie ulec mimetycznej iluzji?

Śmierć w Sztokholmie

Helena Mobacke walczy sama z sobą, żeby przekroczyć próg komendy Sztokholm Południe. Nadal czuje się rozchwiana emocjonalnie wskutek dramatycznych wydarzeń z nieodległej przeszłości. To cud, że zdobyła się na odwagę, by w ogóle wrócić do pracy. Jeszcze na dobre nie otrząsnęła się z traumy po utracie dziecka, a już musi stawić czoło nowym kryminalnym wyzwaniom i przejąć dowodzenie nad trudnym śledztwem. Na stacji metra w Sandsborgu ginie licealista, Erik Szymański. Zakapturzony mężczyzna zepchnął z peronu chłopaka polskiego pochodzenia wprost pod koła nadjeżdżającego pociągu. Zadaniem policjantki – oprócz oględzin miejsca zdarzenia – jest przekazanie Szymańskim tej zatrważającej wieści. Zachowanie profesjonalnego dystansu przysparza kobiecie niemałych trudności, jako że jej synek, Anton, został bestialsko zamordowany, a sprawcę nie dosięgła ręka wymiaru sprawiedliwości. Szwedzka powieściopisarka stworzyła znakomity portret literacki policjantki w rozsypce emocjonalnej. Jej główna bohaterka co rusz łamie się pod naporem natrętnie powracających refrenów myślowych, aby za chwilę wziąć się w garść i powstrzymać łzy przed resztą zespołu dochodzeniowego. W celu zrównoważenia szali zalet i wad w fabularnej konstrukcji, z żalem muszę odnotować, że autorka w stereotypowy sposób ukazała polską rodzinę jako rezonator konserwatywnych wzorców obyczajowych z typowymi przekonaniami o cechach i zajęciach odpowiednich dla obu płci i heteronormatywnością na czele. Co więcej, organy ścigania początkowo typują Andrzeja jako sprawcę zabójstwa z uwagi na przejawiane przez głowę rodziny skłonności do agresji. W odstępie kilku dni ofiar zakapturzonego szaleńca przybywa: psycholog Margareta Cartensen ginie na stacji metra Globen, a Maria Nylander nie zdąży wsiąść do pociągu w Stureby…

Zamiast zaproszenia na ucztę rakową

Śledztwo nie posuwa się naprzód, zespół Mobacke grzęźnie w martwym punkcie, bo nie sposób dostrzec jakiekolwiek powiązania między poszczególnymi pasażerami. Trwają mozolne prace, przesłuchania, ale i w tym fachu niezawodna kobieca intuicja góruje nad zmysłem dedukcji i analizy. Obgryzałam nerwowo paznokcie w oczekiwaniu na postępy w czynnościach śledczych, czując się jak niewidzialny gość, łypiący zza weneckiego lustra na powieściowe zdarzenia, które odznaczały się dużą dozą prawdopodobieństwa. Nieprzypadkowo wszakże bohaterowie wspominają o grasującym w Sztokholmie mężczyźnie z laserem, który u progu lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia próbował pozbawić życia aż jedenaście wypatrzonych w tłumie osób. Nawet czas akcji wydaje się sprytnie zaplanowany, bowiem w całej Szwecji w ostatnim tygodniu sierpnia odbywają się huczne uczty rakowe w ramach pożegnania z latem. Johanna Mo zgotowała czytelnikom jeszcze lepszą – bo przypominającą stypę – ucztę, racząc nas trzymającym w napięciu, utrzymanym w dusznej atmosferze, kryminałem policyjnym z elementami psychologicznego dreszczowca. Nawet jeśli powieściowy świat skojarzymy z fabułami seriali paradokumentalnych spod znaku Trudnych spraw i Gliniarzy, to i tak wir kryminalnych zagadek wciągnie nas bez reszty.

 

Za przekazanie egzemplarza recenzenckiego dziękuję wydawnictwu Editio Black:editioblack logo

Reklamy

3 myśli na temat “Szwedzki pociąg do śmierci

  1. Trochę to przykre, że wciąż jesteśmy postrzegani stereotypowo. Jak polska rodzina to z pewnością katolicka konserwa… chociaż z drugiej strony, czy my o „innych” również nie myślimy w podobnie uproszczony sposób. 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s