Nordycka teoria miłości

Tytuł: Ameryka po nordycku. W poszukiwaniu lepszego życia, tytuł oryginału: The Nordic Theory of Everything. In Search of Better Life, autor: Anu Partanen,  przekład: Aleksandra Czwojdrak, liczba stron: 349, wydawnictwo:  Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, data premiery:  11 października 2017 r.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Mając świeżo w pamięci lekturę pozostałych książek z serii Mundus (Skandynawskiego raju Michaela Bootha i Życia po duńsku Helen Russell), obawiałam się równie irytujących komentarzy metatekstowych w Ameryce po nordycku. W poszukiwaniu lepszego życia Anu Partanen. Irytujących, bo nafaszerowanych nadmiernym ekshibicjonizmem w odczuciu kogoś, kto ceni klarowne wyłożenie tematu bez osobistych wynurzeń o pobudkach towarzyszących pisaniu. Te obawy zostały szybko rozwiane po przewróceniu kilku kartek. Partanen posiłkowała się wprawdzie wybiórczymi faktami ze swego życia, ale dzięki zachowaniu dyskrecji jej imigranckie przemyślenia nie utraciły walorów wysoce merytorycznych. Miażdżąca przewaga konkretu sprawi, że książka ta zdobędzie uznanie w oczach czytelnika, który przekłada rzeczowość nad watę słowną.

Autorka spędziła rok w Australii, rok w Paryżu, a po studiach zdobywała dziennikarskie szlify w redakcji helsińskiej gazety. Niespodziewanie podczas konferencji w Bostonie Finka poczuła miętę do amerykańskiego pisarza. Związek z cudzoziemcem wymaga niemałych poświęceń, stąd przeprowadzka do Stanów Zjednoczonych wywróciła jej życie do góry nogami. Mimo tych biograficznych szczegółów dziennikarka doskonale wie, kiedy usunąć się w cień, aby światło reflektora padło na – poddaną drobiazgowej wiwisekcji porównawczej – dziedzinę życia społecznego: edukację, służbę zdrowia, gospodarkę i biznes. Nie ma mowy, niestety, o żadnym szoku kulturowym w Ameryce, dociekania Partanen oscylują bowiem wokół prawnych i ekonomicznych uwarunkowań sfer aktywności człowieka zarówno w jej kraju macierzystym, jak i w przybranej ojczyźnie. Dla czytelnika, który zasypiał nad szkolnym podręcznikiem z podstaw przedsiębiorczości, oznacza to miejscami ugrzęźniecie w przytłaczających zestawieniach statystycznych i suchych wiadomościach o prawie podatkowym, ubezpieczeniach zdrowotnych czy koncepcjach edukacyjnych. W Ameryce po nordycku dominuje perspektywa ekonomiczna i socjologiczna, kulturę i językowy obraz świata autorka traktuje po macoszemu.

unnamed

Z jednej strony dziennikarka, doznawszy wstrząsu cywilizacyjnego, nie zostawia suchej nitki na przednowoczesnym modelu amerykańskiej rodziny, przeciwstawiając owej kulturze uzależnienia od bliskich – kulturę samodzielności lansowaną w społeczeństwach nordyckich. W Ameryce nadal pokutuje pozytywistycznie pojmowany determinizm: bieda rodzi biedę, a bogatemu to i byk się ocieli. Wyjątkiem jest klasa średnia i przedmiot jej odwiecznych starań – awans społeczny. Rodzice wypruwają sobie żyły, żeby zapewnić dzieciom lepszy start w życiu, a dzieci czują się zobligowane do opieki nad rodzicami w wieku starczym. Państwa nordyckie dążą natomiast do zapewnienia obywatelom maksymalnej autonomii dzięki przekreśleniu tych tradycyjnych form uzależnienia od zasobów finansowych rodziny. Ten cel jest wdrażany na różne sposoby – począwszy od wysokiej jakości publicznego kształcenia dla wszystkich, a zakończywszy na znakomicie prosperujących domach opieki dla seniorów. Partanen, korzystając z ustaleń szwedzkiego profesora Larsa Trägårdha, wykłada nam zatem nordycką teorię miłości. Najlepszymi dowodami na jej istnienie są polityka wyrównywania szans edukacyjnych, prawo powszechnego dostępu do usług medycznych, a także polityka work-life balance. Z drugiej strony Finka broni amerykańskości, pisząc o posuniętej do granic przesady skromności, ufundowanej w krajach nordyckich na mocy Prawa Jante.

Partanen akcentuje między wierszami, że międzykontynentalna love story ma pragmatyczny finał wtedy, gdy następuje zderzenie z nową rzeczywistością. Uderzająco realny ogląd rzeczywistości to wszak fińska specjalność. Miłość miłością, ale praktyczna strona życia nie pozwala o sobie zapomnieć. Życie pod wspólnym dachem z ukochanym to nie tylko romantyczne kolacje przy świecach, lecz także wspólne opłacanie rachunków za prąd i wynoszenie śmieci. Ameryka po nordycku przynosi odpowiedź na kluczowe dla nowożeńców pytanie, gdzie lepiej prowadzić gospodarstwo domowe, wychowywać dzieci i godnie się zestarzeć, ale ich finalna decyzja co do miejsca zamieszkania jest dość zaskakująca, bo przeczy zdroworozsądkowym intuicjom.

 

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego:

WUJ

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s